do nieba dosięgam ręką
zagniatającą ciasto
krojącą na drobno marchewkę
do sałatki jarzynowej
i duszącą
pieczeń w ziołach
nie muszę latać wysoko
do gwiazd
gwiazdą bywam latając na miotle
w sobotnie przedpołudnie
i błyszczą mi się oczy
gdy wieczorem tacy wysprzątani
siadamy blisko
a za oknem jeszcze bliżej rozgwieżdżone niebo
w zasięgu westchnień
sławą się okrywam
taką zwyczajną po domu
gdy tak zwyczajnie przyszyję guzik
albo w mig ogarnę milion nieogarniętych spraw
i wszystko za darmo bez scenicznych braw
za jeden uśmiech jedną łzę
przytuleń sto
za każdą noc kochającą po świt
za najważniejszy szept
z nieba mi spadłaś
(C) Copyright: Wszystkie prawa zastrzeżone: Aldona Jańcza
Publikacja za: https://www.facebook.com/groups/cafepoesis/posts/896352603389547/
