Uwagi w dzienniku w praktyce

Uwagi w dzienniku w praktyce

z cyklu: (bez)SENSOWNA SZKOŁA


Jakiś czas temu wypowiedziałem się na temat nie wpisywania uwag przez nauczycieli. Pod postem rozgorzała dyskusja. Byli zwolennicy wpisywania, ale też zacne grono przeciwników. Zapamiętałem oczywiście argumenty o tym, że zamiast wpisywać uwagę należy rozpoznać powody takiego czy innego zachowania, a także argumenty o tym, że uwag to nie powinno się wpisywać. A nawet gdzieś czytałem, że wpisanie uwagi to wyraz desperacji i braku umiejętności radzenia sobie z uczniami - przez nauczyciela. Oraz jeszcze ciekawy: że to przerzucanie odpowiedzialności na rodzica - a to już w ogóle skandal.
Dziś dodam do tego parę groszy w kontekście tekstu o live'ach na tiktoku w szkołach. Ogólnie nagrywaniu i bezsilności.
Jedną z rzeczy problematycznych w szkołach jest to, że uczeń który występuje przeciw przepisom statutu może czuć się właściwie bezkarny. Może dostać uwagę, która nic nie robi, można wezwać rodziców, którzy czasem się nie przejmą, albo w wersji hardcorowej - można wezwać Policję - co w kontekście pewnej sprawy o straumatyzowanie ucznia przez nauczycieli, którzy wezwali Policję, brzmi kuriozalnie.
Jest jeszcze jeden bat na takich "recydywistów" - możliwość usunięcia ich ze szkoły, pod warunkiem "demoralizacji" i nie przestrzegania przepisów. I tu właśnie pojawiają się te nieszczęsne uwagi.
Można ucznia postawić przed komisją wychowawczą - gdy np. ciągle nagrywa nauczycieli czy pali e-papierosy w klasie. Można go nawet usunąć ze szkoły jak robi to cały czas i nie reaguje na polecenia nauczycieli. Ale trzeba mieć: DOWODY. Tymi dowodami są właśnie uwagi. Gdy uczeń ma 10 uwag, od 7 nauczycieli, że robi u wszystkich to samo - to komisja wychowawcza ma sprawę banalnie prostą.
Gdy uwag nie ma - sprawy nie ma, bo jednak polska szkoła biurokracją żyje. W razie kontroli Kuratorium pochyla się nad sprawą. A dokładnie nad dokumentami. I jak w dzienniku są takie uwagi - jest dokumentacja. Jak nie ma - znaczy coś nauczyciele kombinują.
Co z tego, że cała rada pedagogiczna wie, że dany uczeń to ancymon: cały czas z telefonem, albo np. z e-papierosem. A w dzienniku pusto. Pusto - to wedle nadzoru - wzorowy uczeń.
To jest piękny przykład na dwubiegunowość szkoły: jedni zapewniają że biurokracja nie ma znaczenia, ale w sytuacjach konfliktowych jest to jedyny dowód.
Oczywiście można sobie narobić przez to wrogów. Sam miałem przypadek ucznia dość niegrzecznego, ale uwagi miał ode mnie. Dopiero na spotkaniu z rodzicami, którzy byli wręcz oburzeni na moje zachowanie, okazało się że reszta kadry pedagogicznej miała bardzo podobne, a czasem gorsze przypadki zachowania ucznia, ale nie wpisywała uwag - bo po co. Wtedy dopiero do rodziców dotarło, że moja wersja zdarzeń jest jednak bardziej prawdopodobna, niż to co opowiadało im w domu dziecko.
Może zabrzmi to brutalnie, ale brak uwag też może sprawić problemy. Może się okazać, że te uwagi zwróciły by większą uważność na danego ucznia - i mogłoby to zapobiec innej tragedii.
A ja dalej będę wpisywał uwagi - jakby od tego zależał mój prestiż   W końcu uwaga to taki sam dowód, jak trzymanie sprawdzianów i kartkówek uczniów. Tylko te drugi są dowodem w sprawie ocen, a te pierwsze zachowania.
 
 
 

za: https://www.facebook.com/