Szkoła i nauczyciele po nowemu?  / Jarosław Kordziński

Szkoła i nauczyciele po nowemu? / Jarosław Kordziński

Przed szkołą a w sposób szczególny przed nauczycielami stoi coraz większa odpowiedzialność. Za uczniów, ale też za przyszłe pokolenia, za świat, który dopiero nadchodzi. Nie da się tego załatwić powtarzając te same od lat formułki i matryce postępowania. 

Jarosław Michalski zastanawiając się nad kierunkami zmian kompetencyjnych pedagogów zatrudnionych w szkole pisze, iż: „Misją zawodu nauczyciela jest przygotowanie społeczeństwa w aspektach: intelektualnym, moralnym, rozwojowym do funkcjonowania w świecie przemian, zaskoczeń, nagłych decyzji czy wyborów. Do tego dochodzi pokusa korzystania ze sztucznej inteligencji. Po co się uczyć, starać, robić coś samemu, skoro można to załatwić jednym promptem?"

Pozornie o większości spraw decydujemy sami. W końcu to my dokonujemy wyboru przyjaciół, rzeczy, którymi się otaczamy, działań i ocen. My tak, ale czy sami? Większość z nas żyje w głębokim przekonaniu, że nie ulega reklamom, że poglądy i realizowany styl życia to wynik autonomicznych refleksji i postanowień, że to kim jesteśmy wynika z naszych osobistych doświadczeń oraz przemyśleń.

Jak wielu z nas będąc uczniami zamiast czytać lektury czytało opracowania? W ilu przypadkach docieraliśmy do własnej (?) interpretacji słuchając czyjś podcast albo uczestnicząc w webinarze? Jak często o tym, jak wykonać konkretną czynność dowiadywaliśmy się z filmiku na YouTube?

A przecież to wierzchołek góry lodowej. Smart tv, cyfrowa nawigacja, Internet rzeczy czy nawet zwykły Excel to rzeczywistość, która jest dookoła i w naszych głowach tak głęboko zakorzeniona, że pytanie czy aplikacje są dla nas, czy my dla aplikacji staje się kwestią w stu procentach retoryczną.

Przed szkołą a w sposób szczególny przed nauczycielami stoi coraz większa odpowiedzialność. To próba powrotu do spotkania człowieka z człowiekiem. Nawiasem mówiąc coraz bardziej tego potrzebujemy. Zwłaszcza nasi podopieczni. Sklasyfikowaliśmy ich jako cyfrowych tubylców i uznaliśmy, że świat w którym żyją jest dla nich bardziej naturalny niż dla nas. I się w tej zdygitalizowanej przestrzeni ukokosiliśmy i w niej sobie coraz bardziej żyjemy. Jest miło, ciepło i łatwo. Czujemy się tu swojsko oraz bezpiecznie. A do tego sami sobie jesteśmy państwem i decydentami. Sami sobie? A do tego te porzucone maluchy! Wydaje się, że najłatwiej będzie je uratować zakazując im dostępu do ekranów. Nie zaczną wreszcie żyć jak ludzie. I pewnie by żyły, ale… człowiek do życia po ludzku potrzebuje przede wszystkim drugiego człowieka.

za: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid0RphUXL3h95wifa43C9pR1bxjn3DJxuLV6AYgk2PfcP7ezy19TefhFyCWg1vJDD7Sl&id=100057403241583