Dlaczego mowa inkluzywna ma znaczenie i w czym tkwi jej sekret?
Zastanawiałam się kiedyś, jak to możliwe, że zwykłe słowa mogą sprawić, że ktoś poczuje się mile widziany – albo wręcz przeciwnie – zupełnie pominięty? To właśnie jest sedno mowy inkluzywnej. To sposób mówienia i pisania, który stara się nikogo nie wykluczać, niezależnie od tego, kim ta osoba jest.
Co to właściwie znaczy? - Mowa inkluzywna to po prostu język, który bierze pod uwagę wszystkich ludzi. Nie zakłada, że wszyscy są tacy sami – że każdy jest mężczyzną, Polakiem, heteroseksualny, czy w pełni sprawny. To język, który widzi różnorodność i ją szanuje.
Nie chodzi o to, żeby zmieniać całe słowniki albo mówić sztucznie. Chodzi o świadomość, że słowa mają moc – mogą łączyć albo dzielić.
Przykład z życia: Wystarczy wyobrazić sobie, że ktoś mówi: „Wszyscy lekarze powinni dobrze leczyć swoich pacjentów”. Niby nic złego, prawda? Ale co z lekarkami? Albo gdy w oficjalnym liście pojawia się tylko forma „Szanowni Panowie” – czy kobieta, która to czyta, czuje się zaproszona?
Mowa inkluzywna stara się to naprawić. Zamiast mówić tylko „lekarz”, można powiedzieć „lekarka i lekarz” albo po prostu „osoby pracujące w służbie zdrowia”. Zamiast „Panowie”, można powiedzieć „Szanowni Państwo” lub „Szanowne Osoby”.
Czy to przesada? Dla niektórych tak. Ale dla wielu ludzi – tych, którzy często byli pomijani, wyśmiewani albo po prostu „niewidzialni” w języku – to wielka sprawa. Bo mowa inkluzywna to nie tylko moda. To wyraz szacunku, empatii i otwartości na innych.
To tak, jakby zaprosić wszystkich do stołu, zamiast wybrać tylko tych, którzy „pasują” do starego wzoru.
Małe zmiany, wielki efekt, albowiem nie trzeba od razu mówić perfekcyjnie. Wystarczy zacząć zauważać. Zamiast mówić „każdy student”, można powiedzieć „każda osoba studiująca”. Zamiast „niepełnosprawny”, lepiej „osoba z niepełnosprawnością” – bo to człowiek jest na pierwszym miejscu, nie jego ograniczenie.
Reasumując, mowa inkluzywna nie jest trudna. Wymaga tylko chęci, by być bardziej uważnym na innych ludzi. To nie poprawność polityczna, ale życzliwość zaklęta w słowach. Bo w świecie, gdzie tak wielu czuje się pomijanych, wystarczy jedno słowo, by ktoś poczuł się ważny.
A przecież wszyscy chcemy czuć się zauważeni. Prawda?
