Kiedy się bawili, pani Marta zobaczyła piękną roślinkę.
- Ale łaaaadnaaaa! - zachwyciła się pani Marta
- Mówiłem że na jedną bramkę gra… - nie dokończył Pawian.
- A co to ma wspólnego z rośliną? - zdziwiła się pani Marta.
- Góry są związane z naturą, a natura z roślinami. A Apropo gór, to moglibyśmy pojechać na krótką wycieczkę, w góry, byłem tam 3 lata temu, a raczej 3 wieki później!
- Pokaż to na mapie - powiedziała pani Marta.
- Ok. A… ale co to jest?! Coś dziwnego! Co mam kliknąć?!!
- A ile widzisz opcji?
- 50 serów na księżycu to 267 opcji, a…
- na ekranie!
- Jedną.
- To już wiesz co kliknąć.
- Nie, ciągle mi nie powiedziałaś!
- Przecież to bułka z masłem!!!
- Niestety - westchnął Pawian. - To masło z bułką.
- Ja kliknę.
- Ok. To tutaj.
- Dobra decyzja.
- Lot za pół doby
- To pogadajmy sobie.
- pani Marto - zapytał Pawian. - Jak się pani nazywa?
- Nazywam się Marta - odpowiedziała pani Marta, tak poważnym tonem, jakby byli na wojnie.
- A ile lat ma pięciolatek? - zapytał ponownie Pawian.
- Tyle co moje dziecko - odparła pani Marta.
- A ile lat ma twoje dziecko?
- Tyle co pięciolatek.
Wtedy, ich piękną rozmowę, przerwał alarm dobiegający ze sklepu. Zobaczyli grupę chłopaków wybiegających ze sklepu, z rękami pełnymi pomidorów.
- Kradną pomidory! - powiedziała pani Marta. - Dzwonię na policję.
- Za dużo policji to nie zdrowo - odparł Pawian. - a poza tym, oni nie kradną pomidorów, oni tylko uwalniają te pomidory ze sklepu!
Później, cała klasa poleciała w góry samolotem.
- Lecimy, człowieki! - zachwycił się Pawian.
- Ludzie nie człowieki! - poprawiła go Magda.
- No to: Ludziu, czy możesz mnie nie “pokarmować”? - zapytał Pawian. - A przy okazji, nie dolecieliśmy!
I dolecieli.
W górach szli, szli i szli, aż w końcu się nie zmęczyli.
- Ile procent całości przeszliśmy? - zapytała pani Marta.
- 171 procent - odparł Pawian.
- Czyli jesteśmy nad szczytem!? - zdziwiła się pani Marta. - Serio?!!
- Nie, 171 procent z 30000 procentów! - ucieszył się Pawian.
- Nie wejdziemy na szczyt!
- Wejdziemy, jeśli będziemy myśleć fizycznie i biegać logicznie!
- A…
Potem szli dalej, a Pawian zobaczył zwykły kamień leżący na ziemi.
- Co to za wystający cynamon?! - zapytał Pawian. - Trzy lata temu go tu nie było…
- Zmęczyłeś się, więc pójdźmy spać - zaproponowała pani Marta. - Boisz się kamyka?!
- Wyruszymy jutro o osiemnastej ranem. Blue wood.
I poszli spać (nie wiadomo jak, i nie wiadomo gdzie).
Rankiem szedli dalej.
- Samolot z kamienia, samolot z kamienia, lata wysoko, lata wysoko - mówił sobie Pawian.
- Jeśli chcesz żeby samolot poleciał, musi być lekki, na przykład z papieru. - powiedział Janek
- Na przykład z kamienia.
- Nie, na przykład z papieru.
- Skoro tak, to ile waży dziura?
- Tyl…
Wtedy skała zaczęła pękać… Jakieś liny z góry ich pociągnęły do góry i to były pomidory które zarzuciły linę aby ich uratować…
- Dziękuję - powiedziała pani Marta. - Jak mamy się odwdzięczyć?
- Już się odwdzięczyliście - powiedziały jednocześnie pomidory. - Nie zadzwoniliście na policję, kiedy nas uwolnili ze sklepu!
- A, to idziemy dalej.
Nad nimi przeleciała pani od biologii, bo chciała coś zrobić z opakowaniem po dubajskiej czekoladzie i suszonym tuńczykiem, ale jej nie wyszło.
- Do niezobaczenia! - krzyknął do niej Pawian. Góry były niskie jak ceny w żabce! - krzyknął znowu Pawian. - Żabka, posmakuj swoje
Ceny!
Wtedy pomidory ich zaprowadziły do lotniska, skąd polecieli… Chwila, gdzie oni polecieli?
Później, wszyscy chcieli odłożyć telefony do bezpiecznego miejsca.
- Ja mam pudełko na hasło - powiedział Pawian. - Ale zapomniałem jakie jest hasło.
- Nie masz żadnej karteczki z hasłem na niej? - zdziwiła się pani Marta.
- Mam, ale w tym pudełku - powiedział Pawian. - No i na tym pudełku…
- Ale przecież możesz zresetować kod - wtrącił się Janek.
- Nie teraz - stwierdził Pawian. - Żarty mi się muszą zresetować!
- A wtedy, kiedy Janek ci przerwał - spytała pani Marta. - Co chciałeś powiedzieć?
- A, no tak - powiedział Pawian. - Na tym pudełku, było napisane: “wpisz hasło”. Więc, mogę wpisać: “hasło” i sprawa załatwiona!
No i Pawian wpisał: “hasło” i otworzył pudełko, potem telefony już były w pudełku, a Pawian i reszta zasnęli.
Rankiem Pawian ponownie zwrócił się do pani Marty.
- Ile to kilka razy trzy? - spytał.
- Tyle co ty - odpowiedziała pani Marta
- Kiedy podwieczorek?
- Śniadania jeszcze nie było!!!
- A nadwieczorek?
- To kup w sklepie.
- A czemu ty nie kupisz?
- Nie wiem gdzie jest sklep.
- A ja wiem! - wykrzyknął Pawian. - Pójdź 5 metrów w kierunku wschodniego zachodu a potem 60 metrów w kierunku północnego południa i dotrzesz do sklepu: “Mercadona”.
- Dużo mi to mówi…
- A na nadwieczorek byłoby dobre ciasto, które byłoby pokrojone na -1 kawałków!
- Aha, a gdzie jest Janek?
- Nie wiem, ale mogę się go spytać.
- Dobrze że nie spędzasz wszystkich dni na graniu na telefonie.
- Ja? W życiu!!! To te dzieci co teraz są, one jak tylko dostaną telefon, to, grają 36 godzin na dobę, a jeżeli tego mało, grają w jakieś gry 4D i gry 1D, gdyby chociaż grali w normalne gry, 3D lub 2D…
- No tak, to akurat prawda.
- Wolisz być myśliwym, czy myślicielem? - zapytał Pawian
- Czemu ciągle gadasz? - spytała lenka.
- Krety - odparł Pawian. - Pod ziemią. A poza tym, nie przestanę dopóki się nie urodzisz.
- Ugh? - zapytała Lenka. - jestrgh…
- Blue wood - powiedziała zdecydowanym tonem pani Marta.
Głucha cisza.
- Co będziesz dzisiaj robił? - spytała pani Marta.
- Będę robił wehikuł czasu - powiedział Pawian.
- Ale mamy kapsułę czasu.
- zawsze się przyda na zapas.
- A co jeszcze będziesz robił? - zapytała pani Marta.
- Przyłapię siebie na budowaniu “snowmana” - odparł Pawian.
- Powiedz coś o twojej rodzinie.
- Okej, moja córka ma 158 lat.
- No comment… A coś jeszcze?
- Masz pytania? Zgłoś się do dyrekcji, lub zajrzyj do instrukcji samoobsługowejosobowej!
- Ko ko! Ko ko! - pani Marta udawała kurę.
- Co to za dziwne kapuściane dźwięki?
- Pffff!
- Bla bla bla, bla bla bla! - powiedziała Lenka. - Nie macie innego zajęcia?
- Lisy biegają, owce skakają! - powiedział Pawian. - Zobaczmy co się dzieje w szkole.
Wszyscy poszli do kapsuły czasu. Kiedy byli w szkole, oczywiście godzina 09:00. Przyszła pani od biologii, i zwróciła się do Pawiana.
- Moja cierpliwość się kończy, Pawianie, kiedy mówisz bezsensowne zdania!
- Wysyłam cię do dyrektora - powiedział Pawian, i wysłał ją do dyrektora.
Na widok nauczycielki, dyrektor zaczął częstować ją czekoladą, i pani już nie wróciła, pani została żeby jeść czekoladę…
Wtedy zaczęli omawiać jakiś mit.
- Kocham mity greckie! - powiedział z zachwytem Pawian. - Pamiętam, jak Kora pokochała Persefonę, jak Ikar spadł bo wosk roztopił słońce, pamiętam nawet, władcę podziemi, czyli Sedesa, pamiętam nawet, jak Syzyf wtaczał głaz na górę, i wtedy, zjadł awokado i kiwi, a potem użądlił złote gacie!
- Trochę inaczej to było…
- I koniec piosenki!
- Jakiej piosenki?
- Bombon’s night trail.
- Nie śpiewaliśmy żadnej piosenki!!!
- Śpiewaliśmy!
- Kiedy?
- Jutro!
- Ech…
- Pomidor!
- Jaki pomidor, czerwony?
- O czym codziennie myśli ocean?
- O życiu. O literze “W”!
- Kiedy?
- Teraz!
I wyszli na dwór.
- Nie będę tolerował porażki w plotkowaniu - powiedział jakiś pan w czarnej szacie. - Słyszysz, to mówi moja cała głowa!
- To bardzo mała - krzyknął Pawian
- Pierwsza porażka!
- Czemu pan powiedział “porażka” przez “rz”?
- Druga porażka! Trzeciej nie będę tolerował, więc idę.
I odszedł.
- Co za pan! - powiedział Pawian. - Dziwny pan! Gghhh…
- Jakiś pan - powiedziała pani Marta.
- Jakiś pan, hulajnoga.
- Idziemy!
- Gdzie?
- Robić jedną zbiórkę na Inkubator dla Papiera!!!
- Jakiego Papiera? A poza tym czemu jedną zbiórkę? Po co nam pieniądze?
- No… Zobaczysz!
- Nie boli mnie noga.
- Mnie też!
- Nie szkoda.
- Aha.
- Nawidzę dobre jedzenie!
- super…
- Nooooo… Suuuuuupeeeer - powiedziała znudzona Lenka. - Przestaniecie gadać?
Wtedy, przyszła pani od biologii.
- Zabieram piętnaście minut z polskiego, żeby mieć z wami biologię! - rzekła.
- Co pani przyniosła? - niecierpliwił się Pawian. - Pudełko na muchy?!
- Akwarium! - powiedziała. - Z rybkami i z wodą!
- A te rybki się nie utopią?
- Lepiej daj im do akwaria czystej wody, zamiast pleść głupstwa!
- Nie!
- Pogromca rybek się znalazł!
- Jasne! One połowy wody jeszcze nie wypiły!
- Może chociaż je nakarmisz?
- A po co?
- Po to, żeby urosły!
- A takimi pani się nie naje?
- Może ty je nakarmisz, Magdo?
- Ja też chcę! - powiedziała Lenka.
- Ja mam zostać bez roboty? - zapytał Janek. - Nie ma mowy, ja też chcę!
- No i co? Kto teraz?
- Rzućmy monetą - zaproponował Pawian. - Kto wygra, nakarmi rybki.
- Pawianie, jest nas troje - powiedziała pani od biologii.
- No i każdy będzie miał pięćdziesiąt procent szans! - odparł Pawian. - Pięćdziesiąt, pięćdziesiąt i pięćdziesiąt.
- Eee…
- Rzucać? - zniecierpliwił się Pawian
Minęło pięć minut w milczeniu.
- Co w tym takiego trudnego? - zdziwił się Pawian. - Wystarczy wybrać orła lub reszkę.
- Oj Pawian, błagam… - odpowiedział Janek.
- Oj Janek, błagam… - odparł Pawian. - Przecież to takie prooooooste…
Pawian rzucił monetę, ale ,,zupełnie przypadkiem” wpadła do akwarium.
- Teraz naprawdę trzeba wymienić wodę - powiedziała pani od biologii.
- Ja chcę! - powiedział Janek.
- Ja chcę! - powiedziała Lenka.
- Ja chcę! - powiedziała Magda.
- No to rzućmy monetą! - zaproponował Pawian, po czym wyjął monetę z akwarium. - w sumie to mnie dziwi, ale ryby jeszcze sobie nie kupiły lodów za tą monetę.
Kilka osób się walnęło i powiedziało/ że to się nie dzieje naprawdę, po czym Pawian rzucił monetą ,,przypadkowo” w zegar. Zegar cofnął się wraz z czasem i była dziewiąta, czyli czas na krąg.
- Zacznie Janek - powiedziała pani Marta.
- Okej - odparł Janek. - Ja się czuję dobrze i jestem troszkę nie wyspany, ale ogólnie to fajnie.
- Teraz Lenka.
- Ja tak jak Janek, tylko że trochę bardziej nie wyspana.
- Nie! Ja bardziej! - zaprotestował Janek.
- Ja! - krzyknęła Lenka.
- Tak naprawdę to ja! - powiedziała Magda. - Ja się najbardziej nie wyspałam!
- Spokój - oburzył się Pawian. - Rzucę monetą.
- Dość tego, dość! - powiedziała pani Marta.
- Pójdźmy do adwokata! - zaproponował Pawian.
- Skąd ten pomysł? - zaciekawiła się pani Marta.
- Chcę się dowiedzieć co to jest.
- Raczej kto, a nie co!
- Kto? - powtórzył Pawian. - Mecha-pani od biologii!!!
Wtedy w drzwiach pokoju ujrzeli panią od biologii, z mechanicznym ciałem, która trzymała pistolet bez naboi.
- A, jeszcze nie - powiedziała, po czym wyszła.
- Dobra, kolej na Pawiana - powiedziała pani Marta.
- Ej! Ja mam pierwszeństwo, bo mnie boli noga! - krzyknęła Magda.
- Jak cię boli noga, to idź do weterynarza! - odkrzyknął Pawian.
- Weterynarza? - powtórzyła zdziwiona Magda.
- A nie, raczej do marynarza!
- KOLEJ PAWIANA!!! - oburzyła się pani Marta.
- To ja się czuję źle, ale jutro.
Wtedy, wróciła pani od biologii, ze śmierdzącym nabojem w pistolecie.
- Ale śmierdoli - stwierdził Pawian.
Pani Marta nie westchnęła.
- Rzucę monetą, aby sprawdzić, czy pani od biologii jest orłem czy reszką.
Pawian podrzucił monetę do góry, a pani od biologii strzeliła w Pawiana I moneta odbiła strzałę.
Pani od biologii się wkurzyła i poszła.
- Idziemy spać - oświadczył Janek, po czym wszyscy poszli spać.
O północy Pawian ujrzał cień czegoś, który wyglądał podejrzanie. Jak… Pomidor. Cień był szary, ale Pawian już czuł, że jest niebieski.
Następnego dnia Pawian się cieszył, bo mówił, że odwiedzi ich jakiś gość.
- A co z babeczkami? - spytała Lenka.
Wszyscy zamilkli.
- Pawianie - powiedziała pani Marta. - Miałeś się źle czuć!
- Boli mnie głowa i brzuch i kolano i kostka. Jestem zmęczony. Nie chcę niczego robić, a mury runą.
I do końca dnia Pawian Marudził, A potem wyjął monetę z kieszeni.
- Przyszedł nasz gość! - oświadczył Pawian pokazując orła na monecie.
- Ale…
- Jakieś pretensje??!!
- Nie.
Wtedy Pawian kątem oka zobaczył babeczki, które ciągnęły za sobą jakiś cień…

