Pamiętnik Karoliny (fragment) / Aśka Rec

Pamiętnik Karoliny (fragment) / Aśka Rec

Od redakcji:
Z wielką radością informujemy, że nasze wydawnictwo ukończyło prace przygotowania do druku kolejnego tomiku związanej z naszą redakcją wyjątkowo utalentowanej młodej szczeciniance Aśki Rec. Aśka jest autorką kilku tomików poezji oraz wyjątkowego tomiku prozy pod tytułem: Karolina. Karolina została wydana drukiem ale również w naszym wydawnictwie w formie e-booka. Nasze redakcyjne koleżanki nagrały kilka fragmentów Karoliny jaka podcasty radiowe dla Radia Młodzi - Wolni. Nowy tomik jest kontynuacją ..KAROLINY'' i jest tym razem formą narracji bohaterki poprzedniej powieści. Wielkie podziękowania kierujemy do Adamowi Dolaty, bez którego wsparcia i współpracy wydanie tomiku byłoby niemożliwe.
Tomik powinien opuścić mury drukarni w pierwszych dniach grudnia 2023 r.

Poniżej publikujemy fragment powieści.



***

Nieoczekiwanie obudziłam się wczesnym rankiem. Przez nie do końca opuszczone w oknach żaluzje, przebijały słoneczne promienie. Będzie kolejny gorący dzień – pomyślałam, zastanawiając się co zrobić. Wstać? Sprawdziłam na zegarku, która godzina. Widząc, że minęła dopiero piąta rano, odwróciłam się na drugi bok. Miałam jeszcze sporo czasu na poranne śniadanie, poza tym nikt mnie nie poganiał, więc mogłam leżeć w łóżku, dopóki głód mnie nie wygoni. Poza tym była to niedziela. Jednak świecące słońce, nie dawało mi spokoju. Po chwili jednak wstałam, kierując się najpierw do łazienki. Nieoczekiwanie dla siebie, wzięłam szybki prysznic i poszłam do kuchni. Poranne śniadanie, o tej porze, było czymś dla mnie niepojętym. Z drugiej strony, szkoda mi było dnia. Nie miałam w tej chwili sprecyzowanych planów. Równie dobrze, mogłam pójść z powrotem do łóżka – pomyślałam, wstawiając wodę na herbatę.

Jestem nieprzyzwyczajona do tak wczesnego wstawania, gdyby nie słoneczne promienie, wdzierające się do mnie, pewnie jeszcze bym spała. Jednak stało się inaczej, czerwcowe słońce, skutecznie mnie wybudziło. Dochodziła szósta rano, gdy ja już byłam na nogach. Coś niepojętego. Wzięłam herbatę i płatki z mlekiem i zaniosłam do pokoju. Dzień się zaczynał dość ciekawie. Byłam zupełnie sama. Sama ze sobą, jak na tak wczesną porę dnia. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić o tak wczesnej porze. Zjadłam płatki popijając wolno herbatą. Potem schowałam pościel i położyłam się na łóżku, myśląc, co ze sobą zrobić o tak wczesnej porze. Pójść do ogrodu? Przejść się do pobliskiego sklepiku? Na wszystko masz jeszcze czas. Na pewno? Może już czasu nie ma, dlatego tak wcześnie wstałam. Na dużo już czasu nie masz – pomyślałam. Ile już przeżyłam, ile jeszcze zostało mi dane, podarowanego życia. Przecież wyciągali mnie z zaświatów, o czym mało kto wie, a jeśli wie, nie przypominam tego. Bo i po co? Żyję chwilą obecną, nie zaś przeszłością, o niej chcę jak najmniej wspominać. Zwłaszcza w tak piękny poranek.

Przeciągnęłam się cała, po czym wstałam. Dochodziła ósma rano, dopiłam herbatę i wyszłam na taras, nie zwracając uwagi na swój ubiór. Tutaj i tak mnie, nikt nie dojrzy, a jeśli nawet, dramatu nie będzie. Moją uwagę przykuła, pozostawiona wieczorem książka „Dziesięć tysięcy liści” Wiesława Kotańskiego, którą po raz wtóry zaczęłam czytać. Niestety, nie było mi do niej nawet zajrzeć, gdyż usłyszałam dźwięk telefonu dochodzący z pokoju. Świat się o mnie dopomina – pomyślałam, wstając niechętnie z krzesła. Niestety, zanim zdążyłam dojść do swojego pokoju, on zdążył zamilknąć. Pewnie myślą, że jeszcze śpię – pomyślałam, biorąc go do ręki. Uśmiechnęłam się na widok imienia Karolina, więc niezwłocznie oddzwoniłam do niej.

– No, cześć śpiochu. Przyjadę do ciebie. – odebrała niemal natychmiast.

– Bardzo proszę. Poza tym od dawna już nie śpię. – odpowiedziałam uprzejmie.

– Daj mi studencki kwadrans. – szepnęła i rozłączyła się.

Zastanowiła mnie jej chęć przyjazdu do mnie. Przecież dobrze wie, że nie potrzebuję takiej kontroli jak kiedyś. Może to zwykła chęć ujrzenia mnie, co nie było w tym niczego dziwnego. Może zwykłe przyzwyczajenie do dawnej mojej sytuacji – pomyślałam, wpatrując się w ścianę.

– Studencki kwadrans. – powiedziałam głośno do samej siebie. Wzięłam telefon ze sobą i wróciłam na taras. Usiadłam na krześle, wypatrując auta Karoliny. To znaczy, wiedziałam, że go nie zobaczę, z racji zasłaniających ulicę drzew, posadzonych lata temu przez tatę, które skutecznie uniemożliwiały dojrzenie czegokolwiek na ulicy. To był chyba największy plus mieszkania tutaj. Nikt mnie nie widzi stojąc na ulicy. Wprawdzie ja także nikogo nie widzę, chyba że jestem na górze, wtedy widać przeciwną stronę ulicy. Drzewa przez lata urosły, one i krzewy, które zapewniają nam anonimowość, z ulicy mnie nie widać, nawet kiedy siedzę na tarasie, jak teraz. Jedynie mogę słyszeć zatrzymujący się samochód, nie wiedząc, natomiast czyj on jest. Ponieważ był jeszcze ranek, ja zaś nie zdążyłam się jeszcze ubrać, pomyślałam więc, że pójdę się przebrać. Jeszcze pomyśli o mnie Bóg wie co. Niestety nie zdążyłam, usłyszałam hamowanie znajomego auta, co mnie bardzo ucieszyło. Po chwili trzaśnięcie drzwiami i zapadła chwila ciszy. Karolina musiała minąć drzewa i krzewy, zanim ją ujrzałam.

– Tutaj jestem. – krzyknęłam do niej. Spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem i pomachała ręką. Po chwili obie siedziałyśmy na tarasie.  Zanim weszła na taras, przez chwilę zastanawiałam się, dlaczego tak wcześnie do mnie przyjechała, skoro wiedziała, że nie musi mnie pilnować. Przyzwyczajenie? Być może a może coś zupełnie innego. Długo nie myślałam o tym, gdyż szybko do mnie przyszła.

– Cześć piękna – powiedziała, wchodząc na taras.

– Cześć, cześć. – odparłam rozbawiona.

– Chyba dopiero wstałaś, nie zdążyłaś się ubrać? – spytała, patrząc na mój ubiór, a właściwie niemal jego brak, oprócz bielizny.

– Jest gorąco, poza tym nikt mnie nie widzi. Nie spodziewałam się ciebie tak wcześnie, więc wyglądam, jak wyglądam. – odpowiedziałam.

– Lepiej, żeby Paweł taką cię nie widział, za chwilę tutaj przyjdzie. – poradziła mi czym mnie zupełnie zaskoczyła.

– Twój Paweł? Tutaj? – spytałam zaskoczona, po czym nie czekając na odpowiedź, czym prędzej poszłam się ubrać. Miała rację, mogłam wcześniej się ubrać, lecz poranny upał, zniechęcił mnie do tego. Byłam sama w domu, więc nie zwracałam zbytnio uwagi na ubiór, tym bardziej że było rankiem gorąco. Teraz zaś założyłam koszulkę i szorty, po drodze wyjęłam z lodówki butelkę wody mineralnej i poszłam do niej.

– Powiedz mi coś się stało, że oboje tu będziecie? – spytałam.

– Nie, nic się nie stało. Poczekaj chwilę, Paweł zaraz będzie, wszystko ci powiemy. – odpowiedziała, spoglądając na mnie swoim tajemniczym wzrokiem. Nic więcej nie mówiłam, spokojnie czekałam na jego przyjście. Czułam, że celowo nie chce mi wyjawić prawdy, chce obecności przy tym Pawła. Sama nie miałam żadnych podejrzeń wobec ich, więc cierpliwie czekałam na jego przyjście.

– Właściwie to, gdzie go wysłałaś? Nie mogliście przyjść razem? – spytałam.

– Razem jechaliśmy, ale musiał wcześniej wysiąść, miał coś do załatwienia. – powiedziała lakonicznie. Nie chciałam dopytywać, uznałam, że lepiej poczekać, zresztą innego wyjścia nie miałam. Spojrzałam tylko na nią, próbując odgadnąć jej tajemnicze zachowanie. Nigdy nie zdarzało się, żeby przyszli do mnie oboje, Pawła widywałam rzadko, choć wiedziałam o nim sporo. Dużo mi opowiadała, poza tym ich wspólna pasja, karate shotokan, dopełniała całości. Dlatego myślę, że i on sporo o mnie wie, z racji częstej obecności u mnie Karoliny. Rzecz jasna, korciło mnie, żeby coś więcej od niej wyciągnąć, ale pomyślałam, że poczekam na jego przyjście. I doczekałam się, chwilę później rozległ się dzwonek do drzwi. Wstałyśmy obie, pierwsza poszłam ja, tuż za mną była Karolina. Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam uśmiechniętego Pawła, który trzymał w ręce kopertę, na którą w ogóle nie zwróciłam uwagi. Dopiero po chwili zauważyłam, że podaje ją Karolinie.

– Witaj Joanno. – powiedział na powitanie. Lekko mnie to zdziwiło, gdyż mało kto mówi do mnie pełnym imieniem.

– Cześć, wchodź, siedzimy na tarasie. – odparłam. Coraz mocniej narastało we mnie pytanie, dlaczego wspólnie do mnie przyszli. Przyjście samej Karoliny, nie wzbudziło we mnie podejrzeń, dopiero zapowiedź przyjścia Pawła, mocno mnie zastanowiła. Coś się stało? Moje rozmyślania szybko przerwał Paweł.

– Mówiłaś Aśce? – spytał Karolinę, która siedziała przy mnie, nic nie mówiąc.

– Nie. Jest tak, jak chciałeś. Teraz sami jej powiemy. – odpowiedziała, czym jeszcze bardziej mnie zaintrygowali. Zupełnie nie wiedziałam, o co im chodzi. Paweł spojrzał na mnie badawczo, jakby chciał się przekonać, czy cokolwiek wiem.

– No, dosyć tej ciuciubabki powiedzcie w końcu, o co chodzi. – powiedziałam zniecierpliwiona ich zachowaniem. Oboje się uśmiechnęli po czym Paweł wstał i chwycił Karolinę za rękę.

– Asiu, niniejszym, właśnie dziś, chcemy cię zaprosić na nasz ślub, który odbędzie się w październiku tego roku, wraz z osobą towarzyszącą. – powiedział nieskładnie do mnie, czym bardzo mnie zaskoczył, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

– Asiu, tutaj wręczam ci oficjalne zaproszenie dla dwóch osób. – dodała uśmiechnięta Karolina.

Machinalnie chwyciłam kopertę, patrząc na nich zdezorientowana. Dopiero po chwili zrozumiałam powagę sytuacji. Roześmiałam się, przytulając na przemian Pawła i Karolinę.

– Moi kochani już teraz życzę wam pomyślności. Wasze szczęście jest moim szczęściem. – odpowiedziałam, przy drugim zdaniu patrzyłam na Karolinę.

Po tych słowach uścisnęła mnie i pocałowała. Cały czas czułam się zaskoczona ich decyzją, z drugiej zaś strony, widziałam szczęście w jej oczach, które jeszcze mocniej nabrały zielononiebieskich kolorów. Czułam, że ona potrzebuje mojego wsparcia, akceptacji zmian, które niebawem nastąpią w jej życiu.