tło odliczane z wybiciem zegara
o północy zgaszone przez rozterki
żeby było miejsce dla fajerwerków
z dawnych śmiejących się oczu
jak przywołać tamto
złociste nad dachami
kiedy zdarzenia falowały
w wodach wymazując kurz
by zmęczenie uciekło
chociaż ulice i chodniki
z utarczkami życiowymi
znajdowały milczenie
to szepty gubiły drogę
albo znajdowały ścieżki
w labiryntach z liści
ciążył harmider i samotność
kobiety i mężczyzny
zawiedzione rejony
bez rozumiejącego gestu
wystarczy ramki na fotografię
a biel i czerń dopasuje
resztę figury do oprawy
lampa zawieszona w salonie
rzuci freski jakby
delikatny półmrok
schronienie dla twoich niechcianych słów
w przyklejonym do okna liściu jesionu
o brzasku odfrunął
tam gdzie nie było jesiennie
