Choć strzelać mu nie kazano
to książę strzelił był focha,
bo kiedy poczuł już siano,
a potem w pasterce zakochał
co to kozy pasała
na łące bujnej, zielonej,
foch księcia wtedy przeleciał
zaraz blisko, koło niej
i nic to, że leciał z daleka,
bo przecież gdzie trzeba trafił,
więc książę zbyt długo nie zwlekał
dumny, że już tak potrafi
i grube działo wytoczył
choć młodzik był jeszcze z niego...
Zajrzał pasterce w oczy
ta, pomna wszak stanu swego
skromnie oczęta spuściła
i płoniąc się zdjęła fartuszek...
Och, pastereczko ma miła,
daj mi swe ciało i duszę!
Choć strzelać mi nie kazano
zdobyłem fortecę twą fochem
tu, gdzie pachnące jest siano!
Wiadomo, co było potem...
Pasterka kóz pańskich szukała
płacząc, że głupia i płocha,
bo skarb swój jedyny oddała
księciu, gdy ten strzelił focha!
