zamienić spokój w burzę krwi
w gorączce chłodu spowitej
wyrywając starość ze szponów życia
tęsknota płonie powietrzem
pomiędzy szeptem rumieńców
ciemność obległa los ramionami
w odmętach szarej niepamięci
wspomnienie dreszczem na ustach
prostuje bruzdy poczerniałej woli
łykając dawkę słodkości
pamiętam śpiew pobliskiej brzozy
pełen zapachu i zapewnień
zanurzam się w swoim istnieniu
wsiąkając w ziemię drobiazgów
poszukających światło wzruszeń
ciało krzyczy buntuj się
na klawiaturze rozdartej duszy
zawstydzenie pali jak ogień
zdobiąc ból brakiem akceptacji
