ze skrzydeł drapieżnych z nocyspadają pióra w ulewie
kruczo czarne i granatowe
gawronowe ze szponami
osaczają zabierając
kawałek życia
zostaje (nie ) cesarska dzicz
bez taktu otumaniona
rozbudzona na chwilę
z ziarna pieprzu zbudowana
w każdym rogu ciała
drażniąc skórę szczypie
a ręce z ołowiu
jak pajęczyny snują
możliwe zamierania
w domach martwych
nietoperze żywotne
snujesz się bez polotu
zapominając o żywiołach
u brzegu rzeki z dzieciństwa
nie płyną wody
stopy zmarznięte
lód na paznokciach
masz sine kostki
nie czujesz chłodu
widzisz przez dziurkę od klucza
świat okrojony z chęci do działania
cierpiętniczy brak
będzie łaknieniem
nasycenie w klatce
zniechęceniem
błagasz o współczucie
żeby inni rozumieli
choć trochę ciebie
zamartwiasz się
i tak bezsennnie
o świcie bladym jak testament
nie chcesz go przeczytać
nie patrz na mnie
takim wzrokiem
deficyt przywołuje niesmak
jak spleśniały chleb
pozbywam się tego co mogę
