Felietony z cyklu: (bez)SENSOWNA SZKOŁA
Od jakiegoś czasu mam dostęp do statystyk mojego profilu, odkąd Facebook przekształcił mnie w twórcę cyfrowego. Zajrzałem więc, po czym okazało się, że od początku czerwca do teraz zaliczyłem 10 milionów wyświetleń (sumarycznie oczywiście wszystkich postów). W zasadzie to nie mogę z tego powodu spać, bo mnie to przeraziło. Później zajrzałem do poszczególnych wpisów - na przykład są takie co robią milion: przykładowo ten z apelem do maturzystów, żeby szli na wglądy, jeśli mają wątpliwości, bo CKE to - w skrócie - zło.
Oczywiście, większość postów nie zalicza takich wyników. Generalnie uważam, że coś jest nie tak z tymi statystykami, ale ja się nie znam na liczbach. Wiem za to, czego się nie robi młodym ludziom - na przykład nie pisze się takich bredni w odpowiedzi na nieuwzględnione odwołanie:
- Wskazane przykłady świadczą o bardzo słabej wrażliwości osoby piszącej na zagadnienia poprawności językowej, a szczególnie na zniuansowane znaczenia używanych synonimów. W tekście wystąpiło ponad 18 błędów językowych, więc zgodnie z zasadami oceniania należy przyznać 0 pkt. w tym kryterium - to jest dosłowny cytat przypieczętowany pieczęcią OKE. Oczywiście, jeśli chodzi o idiotyczne kryteria oceniania na poziomie rozszerzonym z języka polskiego - to ta liczba błędów językowych się zgadza.
Ale jaki dorosły człowiek, nauczyciel, polonista, ktokolwiek obdarzony minimum empatii pisze do młodego człowieka, którego nie zna, nic o nim nie wie, że jego błędy językowe świadczą o bardzo słabej wrażliwości osoby piszącej na zagadnienia poprawności językowej, a szczególnie na zniuansowane znaczenia używanych synonimów? Kto jest w stanie z siebie wygenerować takie zdanie?
Kłopot w tym dodatkowy, że ja tę osobę o słabej wrażliwości na zagadnienia poprawności językowej, a szczególnie na zniuansowane znaczenia używanych synonimów znam - to wyjątkowo wrażliwa osoba, bardzo mądra, świetna merytorycznie, choć przecież nieidealna pod tym względem, w odróżnieniu od OKE, czytająca potężnie ponad normę, bardzo pracowita, a błędy językowe świadczą tylko i wyłącznie o tym, że nasz system edukacji językowej i nie tylko - nie działa.

Dlaczego o tym wszystkim piszę w sposób najprawdopodobniej niewystarczająco zniuansowany dla upiornych aptekarzy (przepraszam farmaceutów!) języka polskiego, którzy siedzą w OKE i CKE? Bo chciałem tylko powiedzieć, że tak jak dwa lata temu pisałem o dziewczynie, która nie zdała matury z języka polskiego, ale zdała na 72 procent, o czym dowiedziała się, gdy pisała egzamin poprawkowy, bo arbitraż egzaminacyjny uczynił cuda, które się nie mieściły w żadnej bezlogice tego egzaminu, to w tym roku już mam bardzo podobną historię, która świadczy o tym, jak zły system może zniszczyć młodego człowieka, plus sporo innych, szczególnie związanych z poziomem rozszerzonym z języka polskiego. Od dłuższego czasu piszę o tym, że wyniki z języka polskiego są fałszywe - nie wiemy, ile jest błędnych, ile w miarę poprawnych względem kryteriów, ile w ogóle z kosmosu, nie wiemy, ilu młodych ludzi zostało okradzionych z wyników, komu dodano, ilu otrzymało w miarę to, co powinni. Nie wiemy, które odwołania zostały słusznie odrzucone, ile zostało niesłusznie wymazanych z rzeczywistości. Nie wiemy, co by się stało, gdyby wszystkie prace z języka polskiego na poziomie podstawowym i rozszerzonym sprawdziły dwie, trzy osoby, bo kryteria są uznaniowe. Nie wiemy, jakie wnioski należy wyciągnąć z tych wyników, bo nie wiemy jakie w ogóle są.
I wykorzystam swoje zasięgi, żeby o tym powiedzieć. Dlaczego pomagam młodym ludziom w odwołaniach i robię to całkowicie za darmo, podobnie jak moje koleżanki, które proszę o konsultacje, które też pomagają innym uczniom? Przede wszystkim dlatego, że młodzi zasługują na pomoc, również wtedy, gdy od niektórych Was z OKE nie dowiadują się niczego na wglądzie, a wystarczy z młodymi pogadać, wytłumaczyć im, dlaczego zrobili coś źle i wtedy - uwaga! - szok i niedowierzenie - rozumieją! - zasługują na pomoc, gdy praca jest fatalnie sprawdzona, z zaniżoną punktacją - wtedy trzeba im od razu pomóc, a nie udawać, że Wasza instytucja jest święta i nieomylna, zasługują na pomoc, gdy jakiś niedouczony polonista bredzi, że esej nie ma struktury, do której można się odwołać, żeby osiągnąć poziom funkcjonalny na poziomie rozszerzonym, zasługują na pomoc, gdy w przypadku oblanej matury okazało się, że źle policzono punkty nawet na wglądzie, gdy liczy się już któryś raz i nadal źle wychodzi, bo w domu wychodzi jeszcze inaczej - sukces - prawidłowo, zasługują na pomoc, żeby im wytłumaczyć, że dobry egzaminator jednak prawidłowo według nieprawidłowych kryteriów sprawdził im prace i dlaczego tak zrobił, bo nie miał innego wyjścia - uwaga! - młodzi naprawdę potrafią słuchać - zasługują na to, żeby nie pisać im, że są ludźmi o bardzo słabej wrażliwości na zagadnienia poprawności językowej, a szczególnie na zniuansowane znaczenia używanych synonimów - tak, wiem, powtarzam się - podkreślcie mi błąd.
Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby udowodnić, a jestem cierpliwy i wyjątkowo uparty, że CKE to wyjątkowe zło polskiej edukacji, choć czuję się tak, jakbym cofnął się w czasie do wiecznego Marcina Smolika. Wtedy też nikt nie chciał nas słuchać, gdy mówiliśmy, że z maturą z języka polskiego jest wyjątkowo źle, a kryteria oceniania są koszmarnie nieuczciwie. Obecny dyrektor CKE wystąpił na radosnej i groteskowej rolce Ministerstwa Edukacji i wydawał się całkiem zadowolony z samego siebie.
Będę więc sukcesywnie drążył dalej. Przecież wśród pracowników CKE i OKE muszą być jacyś mądrzy ludzie, którzy widzą ten cały absurd, w którym wszyscy uczestniczymy. A przecież ja piszę tylko o języku polskim.
za: https://www.facebook.com/pawel.lecki79

