Od redakcji:
Poniższy felieton nic nowego, Doświadczyłem tego również w swojej pracy w LO ju z dwa, trzy lata temu. Wtedy odkrywa się bezsensowność zajęć w szkole
(redaktor naczelny JJK)
P.S.:
Podoba nam się sarkazm ostatniego zdania felietonu odnoszący się do polityki ministerstwa. Okazuje się, że nieprawdą jest powiedzenie: ,,jaki koń jest - każdy widzi''. Okazuje się, że nie wszyscy widz a gdzie są problemy współczesnej szkoły.
Zawsze staram się prowadzić tak lekcję, jakbym to ja bym wśród uczniów. Tłumaczę na wiele sposobów, powtarzam, dyktuję notatki (to na wniosek uczniów, bo sami nie wiedzieli co zapisać), powtarzam. Motywuje, rzucam ciekawostkami, praktycznymi zastosowaniami. Pokazuje, uruchamiam, demonstruję. Potem patrzę na te klasy i mam to co mam:
słucha uważnie kilku, następnych kilku gada sobie w ostatnich ławkach - właściwie niezależnie co robię na zajęciach. Kolejnych paru strategicznie chowa telefony za piórnikami, kurtkami, bluzami, czapkami* (Niepotrzebne skreślić) i uważa, że jestem tak głupi, że pewnie nie zauważę. Zwracam uwagę, proszę o skupienie, robię przerwy. Nic nie działa. Co najwyżej taki od telefonu rzuci mi: ale przecież inni też się bawią. No, od razu mi ulżyło.
Pewnie za mało się staram. Pewnie nie potrafię odczytać potrzeb tych młodych ludzi. Szkoda tylko, że oni moją potrzebę przekazania im wiedzy mają mocno w... nosie.
Potem robię sprawdzian - latają oceny niedostateczne. Ale to też moja wina - bo nie nauczyłem. No, ale miałem nie przeszkadzać młodzieży, szanować ich prywatność i potrzeby. Potrzeba w tej chwili jest jedna, główna - włączyć ekran i przejrzeć te wesołe obrazki, filmiki, wiadomości.
No jasne, że robię to dla tych, co chcą. Bo na siłę ich nie zmuszę. Z drugiej strony im mniej im zwracam uwagę, tym mam w sali więcej takich co nie słuchają. I to pomimo godzin spędzonych na tłumaczeniu - czasem kosztem zajęć zawodowych. A potem wyjdzie, że poziom nauczania w szkołach się zmniejsza.
Ja wiem, że oni kiedyś zrozumieją. Zrozumieją jak będą mieli 25- 30 lat. Dużo za późno.
Pędzimy w przepaść. W zagładę. Ale z kompasem. No i mnóstwem prestiżu.