Wybory za nami. Za jakiś czas poznamy skład nowego rządu. Zapewne kuluarowe rozmowy są intensywne. Jednak mogę mieć własne marzenia. Jako nauczycielka mam zawodowe marzenia, bo…
marzy mi się minister edukacji, który będzie z szacunkiem odnosił się do nauczycieli, ale nie takim szacunkiem na pokaz od święta, wymuszonym, bo wypada w dniu święta KEN złożyć wszystkim życzenia. I będzie to minister, który ten szacunek będzie okazywał swymi czynami a nie pustym, nic nieznaczącym słowem. Bo wierzę, że dzięki temu nie będę postrzegana przez dużą grupę społeczeństwa jako darmozjad, z dwoma miesiącami wakacji, feriami, przerwami świątecznymi i 18 godzinami pracy w tygodniu. Bo jako człowiek w średnim wieku a nie robokop, w ciągu roku też muszę pójść do lekarza, wykonać badania i załatwić kilka spraw-niestety, wtedy nie mam urlopu. Wtedy tylko bezpłatny, bez ubezpieczenia w tym czasie. Można w ferie, oczywiście, tylko nie da się zachorować na zawołanie, czy też powiedzieć komuś z rodziny „jeśli zamierzasz umierać, rób to w wakacje, bo inaczej nie przyjdę na pogrzeb”. Dodam, że mogę i chcę być 8 godzin dziennie w pracy, bylebym po tych godzinach nie przynosiła pracy do domu
marzy mi się taki minister edukacji oraz rząd, który będzie postrzegał edukację jako wartość i inwestycję długoterminową, rozłożoną w czasie, której efekt nie będzie już i natychmiast. Edukacja finansowo jest bardzo kosztowna, ale przynosi zyski w postaci dorosłych, świadomych młodych ludzi, którzy będą tworzyć społeczeństwo obywatelskie. Które potrafi sprzeczać się (czytaj: rozmawiać) na argumenty, szanując siebie nawzajem
marzy mi się minister edukacji, który nie będzie straszył mną jako nauczycielem, który jest zdemoralizowany do szpiku kości i chce wprowadzać seksizm do szkoły. Jestem jedną z ostatnich osób, która chce to zrobić. Jednak mam obowiązek rozmawiania z moimi uczennicami/ uczniami (edukacji wczesnoszkolnej) jeśli jeden drugiego nazwie pedałem. Mam obowiązek wyjaśnienia mu co to znaczy mówiąc, że to nie tylko oznacza część roweru). I bez względu na światopogląd rodziców mam obowiązek mówić im i pokazywać swym zachowaniem także, że szacunek należy się każdemu bez względu na wszystko. A czy to jest ok-te kwestie pozostawiam rodzicom, bo to oni wychowują i przekazują światopogląd swoim dzieciom
marzy mi się takie ministerstwo edukacji, którego strona internetowa będzie dla mnie czysta i klarowna- znajdę tam aktualne przepisy z zakresu prawa oświatowego jako teksty ujednolicone, a nieobowiązujące zostaną usunięte. Do tego, że będą to przepisy konkretne, przejrzyste, a nie niczym opasłe księgi, z których nic nie wiadomo
marzy mi się taki minister edukacji by przygotowując kolejne rozporządzenia, wszelkie akty prawne robił to z głową, nie na kolanie, ale z sensem, by rozporządzenie nie było jak opasła księga, bo niczemu i nikomu nie służy
marzy mi się takie ministerstwo edukacji, które sprawi by kuratorium oświaty były sprzymierzeńcem szkoły i moim-jako nauczycielki oraz będzie sprzymierzeńcem dyrektorów. I że zamiast „ musi sobie pani poradzić” usłyszę „w czym mogę pomóc/ pomogę”. W zakresie prawa oświatowego zamiast „to nie moja działka, musi pani to wiedzieć jest pani nauczycielem/dyrektorem” usłyszę „sprawdźmy, nie wiem, ale poszukam i pomogę”. Szukając nauczycielki/ nauczyciela do pracy nie usłyszę „musi pani sobie poradzić” a raczej „poszukajmy razem”. Marzy mi się byśmy grali do tej samej bramki
marzy mi się taki minister edukacji, który wprowadzi mądre i przemyślane reformy. Nie rewolucję i wyrzucanie wszystkiego tego co zrobił poprzedni rząd. Niestety odnoszę wrażenie, że za każdym razem kolejna władza właśnie tak robiła w myśl zasady „wywalmy wszystko, wprowadźmy swoje”. Odnoszę wrażenie, że wszystko działa tylko dlatego, że to nauczyciele brali wszystko na siebie i jakoś sobie radzili
marzy mi się taka praca, której zapłata będzie na tyle godna, bym nie musiała brać dodatkowych nadgodzin, przez co przygotowuję się do zajęć od chwili przyjścia z pracy do późnych godzin nocnych ( w tym udział w szkoleniach, konferencjach)
marzy mi się taki minister edukacji by chciał odchudzić na każdym etapie edukacji podstawę programową. By do tych rozmów zaprosił nauczycieli teoretyków jak i praktyków. By uściślić kogo mam na myśli przytoczę kilka nazwisk nauczycielek i nauczycieli praktyków, bo to środowisko jest mi bardziej znane m.in. Katarzyna Włodkowska Dariusz Martynowicz Dariusz Kulma Jolanta Okuniewska Edyta Karwowska Wiesława Mitulska Zyta Czechowska Ewa Drobek Joanna Apanasewicz Marcin Zaród Dawid Łasiński Maciej Danieluk Marcin Zaród Jacek Ścibor Łukasz Sporny Lech Mankiewicz , który łączy pracę naukową z pracą nauczyciela praktyka, Stanisław Czachorowski i Roman Leppert jako głos akademicki i wiele innych, których przepraszam, ale nie sposób wszystkich wymienić
marzy mi się taki minister edukacji by w organizacjach pozarządowych nie widział zła tego świata, ale sprzymierzeńców. Bo fundacje to wielka siła, wsparcie w istotę tego co ważne i potrzebne w szkołach. Swoją drogą od zawsze rodzic wyrażał zgodę na wycieczki, udział w zajęciach. Przecież jeśli nie wyraża zgody, to dziecko się po prostu nie pojawia wtedy lub uczestniczy w innych zajęciach/aktywnościach
marzy mi się taki minister edukacji, dzięki któremu będę postrzegana jako osoba kompetentna w tym co robi, specjalistka (choć nie lubię tego sformułowania, jednak inne nie przychodzi mi inne do głowy). Nie chodzi mi o władzę absolutną, ale szacunek dla tego co potrafię.
marzy mi się taki minister edukacji, który zrozumie, że każda szkoła ma inną specyfikę i inne potrzeby
marzy mi się taki minister edukacji, który dostrzeże siłę projektów edukacyjnych (taką realną, bo w podstawie niby jest to zapisane) i będzie przekonany, że brak ocenozy i podręczników jako podstawowego środka dydaktycznego to słuszna droga
marzy mi się taki minister edukacji, który pozwoli mi na zakup tego co szkoła potrzebuje nie za niepotrzebne miliony złotych i nie okaże się, że są wyrzucone w błoto
Pisząc „minister edukacji narodowej” myślę tu zarówno o kobiecie, jak i mężczyźnie.
To moje osobiste marzenia. Wierzę, że marzenia są po to by je spełniać. Dlatego wierzę, że i te mogą się ziścić.

