MAŁOLATY W WIECZERNIKU / Piotr Fuglewicz

MAŁOLATY W WIECZERNIKU / Piotr Fuglewicz

 Autor jest znanym na Śląsku działaczem społecznym, przedsiębiorcą, informatykiempisarzem i przewodnikiem po Śląsku.
Przez wiele lat pełnił obowiązki prezesa Polskiego Towarzystwa Informatycznego.  (zobacz ==> więcej)
W tamtych latach aktywnycm członkem TPI był również redaktor naczelny naszego miesięcznika.
 
Kiedy myślimy o Apostołach, przed oczami staje nam zazwyczaj galeria dostojnych panów z obrazów El Greca czy Caravaggia. Widzimy zmarszczki głębokie jak koryto Jordanu, siwe brody sięgające pasa i ten szczególny rodzaj rezygnacji w oczach, który przychodzi dopiero po sześćdziesiątce, gdy człowiek zrozumie, że świat i tak się nie zmieni. Otóż mam dla Państwa wiadomość, która może popsuć estetykę niejednego domowego ołtarzyka: to całkowita bzdura. Wizja ta jest wynikiem naszej kulturowej potrzeby, by mądrość utożsamiać z geriatrią. Tymczasem prawda o Ostatniej Wieczerzy jest znacznie bardziej... głośna, chaotyczna i – nie boję się tego słowa – szczeniacka.
 
Musimy sobie uświadomić, że to, co nazywamy fundamentem cywilizacji zachodniej, zaczęło się od grupy dwudziestolatków, którym przewodził trzydziestotrzyletni wizjoner. W tamtych czasach Jezus, będąc w "wieku chrystusowym", był w zasadzie seniorem grupy, facetem w pełnym rozkwicie sił, który brał pod opiekę bandę młodzieńców.
 
Przyjrzyjmy się Janowi. Tradycja, ta nieco bardziej rzetelna niż barokowe płótna, mówi o nim "umiłowany uczeń". W dzisiejszych realiach Jan byłby prawdopodobnie maturzystą, który zamiast kuć do egzaminów z łaciny (czy tamtejszej greki koine), rzucił wszystko i poszedł za facetem, który mówił rzeczy dziwne i fascynujące. Szacuje się, że miał od piętnastu do osiemnastu lat. Widzicie go Państwo? Nastolatek z pierwszym zarostem, być może jeszcze ze śladami trądziku, siedzący przy stole w wieczerniku. To nie był teolog piszący traktaty; to był chłopak, który miał dość energii, by przeżyć wszystkich pozostałych i dobić do setki na wyspie Patmos, choć pewnie w noc paschalną bardziej niż o wieczności myślał o tym, czy starczy wina.
 
Większość tej ekipy to byli ludzie przed trzydziestką. Skąd to wiemy? Z matematyki i... podatków, bo te, jak wiadomo, są starsze niż Ewangelia. Mateusz wspomina o podatku świątynnym w Kafarnaum. Poborca prosi o wpłatę tylko za Jezusa i Piotra. Dlaczego? Bo Prawo Mojżeszowe było bezlitosne: płaci każdy mężczyzna powyżej dwudziestego roku życia. Reszta towarzystwa? Byli za młodzi. W świetle prawa byli niepełnoletni.
 
Wyobraźmy sobie teraz tę scenę bez kościelnego filtra. To nie jest sztywna kolacja w ambasadzie. To jest spotkanie młodych mężczyzn u progu dorosłości, którzy żyją w świecie brutalnym, pod rzymskim butem, i nagle znajdują kogoś, kto daje im nadzieję. Jedynym "dorosłym" w tym gronie, poza Mistrzem, był Piotr. Miał żonę, teściową i własny biznes rybacki. Piotr miał pewnie około trzydziestu lat. Był "stary" w tej grupie, był kimś, kto wiedział, ile kosztuje naprawa sieci i jak ciężko zarabia się na chleb. Reszta to byli "talmidim" – uczniowie, którzy zazwyczaj kończyli edukację u rabina przed dwudziestką.
 
Zatem Ostatnia Wieczerza. Ostatnia impreza przed wielką katastrofą. Proszę odrzucić te nabożne szepty. Tam musiało być gwarno, duszno i intensywnie. Ci młodzi ludzie nie wiedzieli, że za kilka godzin ich świat spłonie. Myśleli pewnie kategoriami młodości: "jesteśmy nieśmiertelni", "zmienimy ten system", "nasz Lider jest nie do ruszenia". To była mieszanka buntu, adrenaliny, lojalności i czystej, biologicznej energii.
 
Dziś patrzymy na chrześcijaństwo przez pryzmat instytucji i staruszków w tiarach. Zapominamy, że u źródeł leży zapał dwudziestolatków, którzy nie mieli nic do stracenia. To była rewolucja młodych. Gdybyśmy dziś zobaczyli tę trzynastkę w restauracji, pewnie ktoś z sąsiedniego stolika poprosiłby ich, żeby zachowywali się ciszej. A oni właśnie projektowali przyszłe dwa tysiące lat.
 
Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem będziemy mijać na ulicy grupę rozwrzeszczanej młodzieży. Kto wie, może właśnie ustalają, jak wywrócić świat do góry nogami? Historia uczy, że Pan Bóg rzadko wybiera emerytów do brudnej roboty na starcie nowej ery. Woli tych, którzy mają jeszcze dość siły, by biegać po gajach oliwnych i dość naiwności, by wierzyć, że śmierć to tylko przejściowy problem techniczny.