Justyna Luszyńska na targach książki w Krakowei podpisywała swoją najnowszą książkę. Na instagramie, który ostatnio jest dla niej jedną z ważniejszych narzędzi swojej autorskiej ekspresji popełniła autorefleksyjny tekst w postaci listu pisanego do siebie samej,
Droga Luszyńska,
dziękuję. Robię to rzadko i zazwyczaj niechętnie, bo dużo łatwiej jest Cię karcić, niż chwalić. Jakoś tak wyszło, że nauczyłaś się do siebie dowalać, a ja teraz — jako ta starsza i mądrzejsza — muszę Cię tego oduczać. To długa i kręta droga, ale bez obaw — ważne, że do celu.
Chcę Ci podziękować za Twój ośli upór i czasami wręcz głupkowaty optymizm. Za to, że jesteś święcie przekonana, że jak drzwi pozostają zamknięte, to znaczy, że gdzieś ktoś otworzył okno. I będziesz łazić, łazić i szukać. A jak okna nie znajdziesz, to wciśniesz się przez komin.
Jestem Ci wdzięczna, bo tylko ja wiem, jak wiele kosztowało Cię dotarcie do tego miejsca. Nie tylko do spełnienia tych wielkich marzeń, ale w ogóle tutaj. I to w jednym kawałku. A Ty proszę, doczłapałaś się, i to cała z siebie zadowolona.
Dokonałaś rzeczy, o których mała Justynka by nawet nie pomyślała, a ta nastoletnia uznałaby za niewykonalne. Ktoś kiedyś Ci powiedział, że to życie, które sobie wymarzyłaś, jest dla Ciebie nie do osiągnięcia; że masz zejść na ziemię.
Powinien zobaczyć Cię teraz.
Komin, Luszyńska. Ty wciśniesz się nawet przez komin. O jakiej ziemi oni gadają?
Wiesz, to nie tak, że teraz będzie łatwiej. Ba, będzie pewnie jeszcze trudniej. Jeszcze wiele niemożliwego przed nami, ale dzisiaj wiem już, że możemy naprawdę dużo.
Jak się przewrócimy, to się podniesiemy. Jeśli nie otworzą nam drzwi, wleziemy przez komin. A tak poza tym to będziemy latać na tych posklejanych skrzydełkach.
Dziękuję, że cały czas Ci się chce.
~Luszyńska
Poniżej z pełnym poszanowaniem praw autorskich cytujemy źródło tekstu z Instagrama metodą osadzania Kodu:
