Tytuł felietonu od redakcji.
8 lat studiowania... Dwie dziekanki, dziesiątki przygód, soulsearching i trochę faktycznego odnalezienia siebie, przed pandemią litry wypitego craftowego piwa (potem zmądrzałem i już ograniczyłem alkohol), cenne znajomości na życie, zafascynowanie człowiekiem, diczowanie zajęć, zdawanie egzaminów kuciem, albo sprytem i urokiem osobistym, Erasmus w Belgii gdzie zobaczyłem że świat jest mały i wszyscy jesteśmy rodziną, przepalenie neuronów stresem przed egzaminami, topienie ich w kawie i yerbie, po drodze fascynacja alternatywą, duchowością i tymi bardziej hot psychologiami (pozdro dla Junga, Frankla, Adlera, Grofa - dzielnica o Was pamięta), o których mało się mówi w mainstreamie, warsztaty, szkolenia, koła naukowe, smutki, tragedie, radości i uniesienia, zarzekanie się że więcej o człowieku nauczyłem się na festiwalach i eksplorując własną świadomość, niż z książek, by w końcu przyznać, że zarówno jako oś dla próby zrozumienia człowieka, jak i źródło cennej wiedzy oraz przestrzeń do spotkania wspaniałych badaczy i wykładowców... Te studia wiele mi dały.
Jestem wdzięczny za cały ten czas i choć przeciągnąłem go dość długo i czekałem z utęsknieniem by się już skończył, w tej ostatniej chwili czuję nostalgię.
Warto iść na studia. Dla mnie to zdanie jest prawdziwe. Bardzo się cieszę, że miałem tę przestrzeń by uczyć się o sobie, o ludziach, o życiu i przede wszystkim ludzkiej psyche, która od wczesnej dorosłości pozostaje moją największą fascynacją. Prawda jest i taka, że był to czas na odnalezienie siebie, na której to drodze przeszedłem już wiele kroków. Choć tu akurat, droga wiedzie w przód i w przód i kończy się daleko za horyzontem.
Ostatnie dwa lata, gdzie wkręciłem sobie, że mainstreem psychologii patrzy na człowieka tylko jako na mózg i uważa że można go policzyć, były szczególnie trudne. Nie byłem tak daleko, by na wyżynie swoje zhipiszenia rzucić to wszystko w cholerę. Pod tym względem choroba kręgosłupa nieco pomogła, bo trudniej uciekać do lasu, kiedy ledwo co zakładasz plecak z laptopem na plecy. Trafiłem na cudowną promotorkę, która zajmując się psychologią duchowości pokazała mi, że w tej branży jest dużo więcej paradygmatów, także takie które człowieka nie spłycają. a przynajmniej bardzo starają się tego nie zrobić. Ten kierunek również podszedł mi. Obroniłem pracę magisterską na temat religijności, duchowości i poczucia sensu życia. Zacząłem z miejsca kompletnej paniki i niewiary w to, że jestem w stanie ją napisać. Finalnie wyszło z tego 80 stron, a z rozdziału teoretycznego na temat duchowości w świetle psychologii jestem faktycznie dumny. Pod sam koniec poczułem nawet zew ambicji, by przepisać część pracy, bo przecież teraz już wiem jak to zrobić i chciałbym, żeby całość była bardziej super. Żeby to napisać musiałem przekroczyć siebie i zajebiście się cieszę, że to zrobiłem. Okazało się, że można zajmować się psychologią mówiąc o czuciu, głębi i sensie życia. i o tym jak to wszystko jest ważne i zdrowe.
Nie byłem najpilniejszym studentem, ale kilka lekcji odrobiłem. Wychodzę z poczuciem, że człowiek jest jeszcze bardziej skomplikowany, złożony i niesamowity, niż kiedykolwiek mi się śniło. Po jednolitych magisterskich studiach na temat ludzkiego umysłu myślę, że jesteśmy jeszcze daleko od prawdziwego zrozumienia tego, jak działa nasz umysł, jak łączy się z mózgiem i dlaczego medytacja kopie tak dobrze. Jako psychologia wiemy sporo, ale sky is the limit. z jej dorobku rozumiem tak naprawdę niewiele. Niemniej, fajnie stanąć tu i stwierdzić, że wiem chociaż coś!
I to fascynujące i piękne, że mogę poświęcić całe życie poznaniu, zrozumieniu i poczuciu tego kim jest człowiek, a on zawsze pozostanie jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym, niepoliczalnym boskim wszechświatem.
Nadano mi w ciągu życia wiele imion.
Rodzice, po chrześcijańsku ochrzcili mnie Jan.
8 letni Aleksander na obozie lego stwierdził, że jestem "wujcio dobrze wypieczona pizza".
Niegdyś prawie wygrałem konkurs na fajnego Mistrza Gry, więc przyjaciele wołali "prawie Mistrz Mistrzów" xd
Od imienia postaci na forum rpg-owym w early stage gimnazjum zwę się Rinem i to z mej inwencji zrodzone, a przez społeczność namaszczone miano wygodnie leży mi na ziemskim avatarze.
"Psyche" to słowo, które z greckiego przetłumaczylibyśmy jako "dusza". Oczywiście używamy go dziś by określać ludzki umysł, ale w klimacie mojej magisterki nazwę się tu licencjonowanym duszoznawcą. ??
Oficjalnie mam papier na to, żeby mówić ludziom, że są pojebani.
