Edukacja: ciąg dalszy refleksji aktualnych. / Paweł Lęcki

Edukacja: ciąg dalszy refleksji aktualnych. / Paweł Lęcki

Pan Paweł? - pyta. - Tak, odpowiadam. - Był Pan nauczycielem mojego syna, poszedł w finanse i robi karierę. - O, to dokładnie na odwrót niż ja, mówię. - Czterech na dziesięciu uczniów po ukończeniu szkoły średniej zamierza jednocześnie kontynuować naukę i pracować. Na wybór jednej z tych ścieżek decyduje się co piąty badany. Blisko 80 proc. uczniów uzależnia swoje szczęście od osiągnięcia celów zawodowych, donosi pulsHR pl. - Młodzi najczęściej chcieliby pracować w zawodach, takich jak: psycholog, terapeuta, programista oraz w specjalizacjach związanych z medycyną. Ponad połowa badanych bierze pod uwagę prowadzenie w przyszłości własnej działalności gospodarczej.


Przeważająca większość chce ze swojego przyszłego zawodu czerpać satysfakcję (76,5 proc.) oraz otrzymywać wysokie wynagrodzenie (71,3 proc). Najrzadziej zależy im na tym, by zawód dawał im możliwość wpływu na otoczenie i budował ich szacunek w społeczeństwie, czytam na stronie portalu. - Z badania uniwersytetu SWPS i agencji They pl wynika, że zetki chcą zarabiać powyżej 7,5 tys. złotych na rękę. Jak tłumaczy w rozmowie z tokfm pl przedstawicielka pokolenia Z, to adekwatna kwota w państwie, które skazuje młodych na wolny rynek. 

 Może to jest dużo, ale myślę, że przy szalejącej niedawno inflacji i utrzymujących się wysokich kosztach życia, to jest rozsądne - mówi Wiktoria Jędroszkowiak, 23-letnia aktywistka, widzę na stronie rozgłośni. Tymczasem pogoda panuje dziwna. Jest jednocześnie gorąco i zimno. W moim przypadku to w zasadzie niewiele zmienia, czarne ubrania są dobre na każdą okazję. 

Mamo, chcę mieć swój kanał na Youtubie. Ucieczka przed kompleksami prowadzi 10-latki prosto w sieć niewyobrażalnego hejtu. Dziewięciolatka nakłada korektor, maluje rzęsy, podkreśla policzki. Film na Facebooku ogląda 150 tys. osób, podaje Gazeta Wyborcza. Ostatnio dość dużo czytałem o złym wpływie szeroko pojętych mediów społecznościowych na młodych ludzi. Czytałem też oczywiście o pozytywnych aspektach - mam jednak nieodparte wrażenie, że negatywne przeważają.

Miało być odchudzanie listy lektur, ale nie udało się usunąć pozycji narodowo-katolickich - wątpliwych literacko, za to słusznych ideowo - które wepchnął do szkoły siedem lat temu PiS. Co się stało, że sztandarowy, wyborczy pomysł KO na szkołę nie wypalił? Z informacji, do których dotarłam, wynika, że podczas ustalania nowej listy lektur szkolnych doszło do ostrego sporu i rozłamu między powołanymi przez MEN ekspertkami. A za blokadę zmian w programie, odpowiada ultrakonserwatywna organizacja Ordo Iuris, której działania legitymizuje wyznaczona przez MEN urzędniczka ze starego rozdania politycznego, pisze Aleksandra Pezda na łamach Newsweeka. - Zgłosiłam się, bo codziennie widzę, jak szkoła nudzi młodych - mówi jedna z polonistek. - By ich zaciekawić wiedzą i potrzebą rozwoju, byłabym w stanie paktować nawet z diabłem. - W brodę sobie pluję, że tam poszłam. To jest szarganie mojego nazwiska - denerwuje się inna. Wściekła, że po społecznych konsultacjach niewiele zostało z wypracowanego projektu. - Przy pierwszym projekcie to była naprawdę demokratyczna dyskusja, przyjęliśmy dobry kompromis - mówi, widzę na stronie portalu. Koordynatorką zespołu do spraw zmian podstawy programowej z języka polskiego MEN mianował dr Wiolettę Kozak z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Tę samą, która w 2017 r. wprowadzała na listę lektur bogoojczyźniane pozycje zalecone przez PiS. Mówiła wówczas w wywiadzie dla dziejów pl o powrocie do konserwatywnego systemu edukacji. - Paradygmat konserwatywny (...) mówi, że młody człowiek, tak jak dorosły, nie zawsze wie, czego oczekuje od życia i do czego dąży. Czasami potrzebuje drogowskazów, autorytetów i przykładów, i my do takiego systemu edukacji chcemy wróci - tłumaczyła dr Kozak, informuje Newsweek. Większość z ponad 11 tys. uwag, zakładała brak cięć na liście lektur na wzór uwag z Ordo Iuris. - Musimy słuchać większości, a głosów za przywróceniem lektur jest więcej, niż tych za cięciami - zdecydowała dr Kozak.

-Z uwagami od Ordo Iuris w ręku absolutnie uodporniła się na wszelkie rozsądne argumenty. Nie było już o niczym mowy, miała decydować matematyka - mówią polonistki.

I tak Ordo Iuris umeblowała nam szkołę, widzę na stronie Newsweeka. Przytaczam to po raz drugi, bo nadal nie wiem, czy jest to upiornie śmieszne, czy po prostu tragiczne. Ile razy można powiedzieć, że CKE w ogóle nie powinna zajmować się podstawami programowymi? Ile razy można było przypominać, że Wioletta Kozak najpierw pogrubiała podstawę programową dla Anny Zalewskiej, więc jej odchudzanie dla Barbary Nowackiej jest co najmniej kuriozalne.

Zresztą: niezależnie jakie działania zostaną podjęte w ramach podstaw programowych, to ciągle blokują nas źle skonstruowane egzaminy wiecznego Marcina Smolika. To powinna być praca nad zbiorem naczyń połączonych, żeby może w końcu stworzyć coś w rodzaju mądrego bilansu edukacyjnego młodego człowieka, ale nie mogą za to zabierać się ludzie tak skompromitowani na wielu płaszczyznach jak Marcin Smolik.

Jestem zmęczony. - Nauczyciel alarmuje: Nierówne szanse maturzystów na egzaminie z fizyki i chemii! Chodzi o naukowe kalkulatory. Jednemu maturzyście kalkulator obliczy równanie kwadratowe, inny będzie musiał to robić ręcznie. Jeden będzie korzystał z własnego sprzętu, który doskonale zna, drugi będzie się uczył obsługi dopiero podczas egzaminu. - To nierówne traktowanie i jawna niesprawiedliwość - mówi nauczyciel chemii Karol Dudek-Różycki, informuje Gazeta pl. Problem polega na tym, że dyrektor może przyjąć koncepcję, że to szkoła da uczniom kalkulatory - często najtańsze, bo wiadomo jak jest w edukacji. Jednocześnie w innej szkole młodzi będą mogli pracować na swoich kalkulatorach. Logiki w tym brak, a CKE umywa ręce.

 Po pierwszym czytaniu projektu nowelizacji Kodeksu karnego, zatytułowanego w obronie chrześcijan, w Sejmie zaczęła się gorąca dyskusja. Marcin Józefaciuk (KO) powiedział, że religia jest jak pewien męski organ. -

Jeśli ktoś wyciąga go na zewnątrz i macha nim przed nosem, to już mamy pewien problem - mówił. Później w rozmowie z portalem wprost pl tłumaczył, że chodziło mu o mózg. - Jeżeli czyjeś myśli poszły w innym kierunku - nie mam na to wpływu - dodał, widzę na stronie TVN24. W zasadzie nie chodzi mi o komentowanie słów posła Józefaciuka, gdyż najprawdopodobniej jako czynny polityk powinien inaczej wyrażać swoje myśli (a miewa z tym różnego rodzaju problemy), ale chodzi mi o coś innego: w tej chwili na portalach tak zwanej prawej strony trwa hejt skierowany w stronę Marcina Józefaciuka (z uwzględnieniem jego licznych tatuaży), co jest oczywiście hipokryzją, bo - jak rozumiem - ma to być kara za jego słowa, że ranią uczucia religijne. Najwyraźniej metody Starego Testamentu są nadal w cenie.

Tymczasem w środowisku poznańskich księży ma od pewnego czasu krążyć piosenka, ułożona specjalnie na pożegnanie abp. Stanisława Gądeckiego, który w październiku przechodzi na emeryturę - informuje Gazeta Wyborcza. Utrzymana jest w rytmie i melodii starej popularnej przyśpiewki Siekiera, motyka..., donosi Onet.
-

Barbara Nowak przyznała, że nie przeprosiła Związku Nauczycielstwa Polskiego, choć nakazuje jej to prawomocny wyrok sądu. - Wymagania, jakie były mi stawiane, są w tej chwili niestety nie do spełnienia - powiedziała, donosi Gazeta pl. No cóż.

za: https://www.facebook.com/pawel.lecki79/posts/pfbid021WQ2xkR5DMugPtQAD9ZovsoZ9zcsKgoPM3zMWAF83yXyWSzY3uGcNNvjd3Z4mSXDl

W ilustracji wykorzystano fotografię autora z tekstu źródłowego: