Sens szkoły (?) / Jarosław Kordziński

Sens szkoły (?) / Jarosław Kordziński

Tu i ówdzie słychać głos kontestatorów współczesnego systemu edukacji mówiący o potrzebie likwidacji obowiązku szkolnego. Ich zdaniem to walka z presją, którą system i państwo narzuca zniewolonym jednostkom wymuszając na nich pruski model poddaństwa. A przecież jeśli ktoś nie chce się uczyć, to powinien mieć do tego prawo. W efekcie zaoszczędzone pieniądze warto przeznaczyć na tych, dla których edukacja jest ważna.

Tymczasem szkoła bowiem jest po coś. Katarzyna Mitschke w swojej książce Kiedy szkoła jest problemem podkreśla, że: „Dziecko w szkole dowie się, czy jego głos ma znaczenie – i jaki. Pozna sposoby podejmowania decyzji, które dotyczą jednostki i grupy, odkryje, co się dzieje, kiedy podąża za instrukcjami, a co, kiedy myśli twórczo i prezentuje opinię lub zachowanie odmienne od większości. Prawdopodobnie będzie miało wiele okazji, żeby uczyć się, jak można rozwiązać konflikt i z jakim skutkiem, do czego doprowadzi samodzielne myślenie i decydowanie, jak zdobywa się wiedzę, do czego może ona służyć”.

Szkoła to zupełnie inne miejsce niż dom. Nawet taki, w którym spotykają się dzieci, które w inny niż formalny sposób próbują zaspokoić swoje istotne potrzeby. Dobrze jednak kiedy mają realny kontakt z rzeczywistością, która ich otacza. Bo świat w intensywny sposób się zmienia. Zapewne najmniej zmienili się nauczyciele. Wielu z nich jednak już dziś jest gotowych by zmienić szkołę i to, w jaki sposób się w niej pracuje.

We wspomnianej książce czytamy, że: „Żyjąc w świecie, który zmienia się dynamicznie, najbardziej potrzebujemy umiejętności odnajdywania się w tym, z czym w danej chwili się mierzymy. Dotychczasowa strategia przygotowywania się do przyszłych zadań, np. do wykonywania określonego zawodu, jest już dużo mniej skuteczna. Tempo zmian społecznych, kulturowych i technologicznych jest tak duże, że trudno przewidzieć, jakie zawody będą potrzebne za kilka lat, a co dopiero za kilkanaście! Nie możemy przygotować swoich dzieci na konkretną przyszłość, bo nie wiemy, jaka ona będzie”.

Pozbawianie dzieci możliwości korzystania z powszechnej edukacji to pomysł grupy osób, których stać na zapewnienie swoim dzieciom warunków oraz czynników rozwoju stymulowanego w atrakcyjny, bezpieczny i zapewne bardzo efektywnych sposób. Tyle że to jest oferta dla wąskiego marginesu. I nie chodzi tu o to, że zniesienie obowiązku szkolnego spowoduje masowe odejście większości dorosłych od posyłania do szkół swoich dzieci. To pogląd tak samo prawdziwy jak ten, który mówi, że dzisiejsza szkoła w skali 1:1 kopiuje model szkoły pruskiej. Tu chodzi o coś innego. O zamknięcie znacznej części dzieci i młodzieży dostępu do świata innego niż ten, z którym spotykają się w domu. Świata, który pozwala im poznać, przećwiczyć, osobiście doświadczyć wielu z tych możliwości, których w żadnym wypadku nie zagwarantują im rodzice.

za: https://www.facebook.com/photo?fbid=1230895609223223