Nowe pokolenie - nic nie trzeba, wszystko się należy...

Nowe pokolenie - nic nie trzeba, wszystko się należy...

z cyklu: (bez?)SENSOWNA SZKOŁA


Od redakcji:

Odszedłem ze szkoły dwa lata temu z wyboru. Zniechęciłem się całkowitym niepowodzeniem wdrażania innowacji pedagogicznej, która zakładała wspieranie uczenia się przez działanie, to znaczy stwarzania możliwości nabywania kompetencji ustawicznego osobistego auto-rozwoju. Popełniłem potężny błąd liczenia na racjonalność uczniów bez ,,karania'' za bierność negatywnymi ocenami. (w końcu było to w ramach dodatkowych zajęć dziennikarsko-artystycznych) Obecnie mam pełną świadomość, że popełniłem ten sam błąd, jaki kiedyś sam zarzucałem zarzucałem urzędnikom władz oświatowych (w czasie szkolnego strajku i wcześniej też). Zarzucałem im cytując kultową wypowiedź Lindy z filmu ,,Psy": ,,a cóż wy [censura]. możecie widzieć o..." a ja dodawałem uczniach. Ucznia trzeba poznać, doświadczy c jakim teraz jest i dostosować edukację do niego...   Teraz widzę wyraźnie, że ja popełniłem ten sam błąd. NIE ROZPOZNAŁEM jakimi są  kolejne roczniki,.. i okazałem się nieskuteczny a moje wysiłki całkowicie zignorowane... Uczeń nie zagrożony widmem złej oceny jest zerowo zmotywowany do jakiegokolwiek wysiłku, a praktycznie nawet nieobecny mentalnie... Przecież nic nie musi, ale nazbyt często nic nie chce, albo nawet nie wie czego chce. 
Dlatego tak bardzo ,,smakuje mi doświadczenie'' z cytowanych felietonów ..elektronika z czasów szkolnej zagłady" (felietony publikujemy za jego zgodą). Ich lektura uspakaja mnie, że inni też widzą to co mnie w szkole zdołowało.  Dlatego pozwoliłem sobie na wyróżnienia/podkreślenia końcowego podsumowania poniższego felietonu. Pochodzą one od redakcji,

(redaktor naczelny)



Wygląda na to, że już po cichu reformujemy funkcje szkoły.
Trafiłem na kolejny dokument o ocenianiu. Wspaniały. Cudowny. I pokazujący tak naprawdę o co chodzi.
Pierwsze zdanie jest ładne i nawet się zgadzam: "Ustalenie oceny klasyfikacyjnej WYŁĄCZNIE na podstawie obliczanie średniej arytmetycznej lub ważonej z ocen bieżących (...) jest nieprawidłowe." (wytłuszczenie jest moje). Popieram, zgadzam się, wszystko pięknie.
Potem następują przepisy, że oceny to tylko wiedza, że nic innego nie powinno mieć wpływu. Do tego jeszcze wrócę.
Mam też wytłumaczenie o co chodzi z tym, że wszystkie oceny są tak samo ważne: "Wszystkie formy sprawdzania wiedzy i umiejętności ucznia (np. sprawdziany, kartkówki, odpowiedzi ustne, projekty czy zadania dodatkowe) powinny umożliwiać nauczycielowi monitorowanie pracy ucznia (...). No i ok.

A teraz najlepsze:
"Niezależnie od przyjętej formy sprawdzania wiedzy i umiejętności, każda z nich powinna mieć równorzędne znaczenie w procesie nauczania."
To ja, nauczyciel, teraz muszę tak dostosować formę sprawdzania wiedzy, by była ona równorzędna. Więc odpowiedź z ostatniej lekcji mam tak zrobić, by była ona równoważna kartkówce z 3 ostatnich lekcji i sprawdzianowi z 3 tygodni, także aktywności na lekcji.

Powiem szczerze, że nie mam bladego pojęcia jak to "wyrównać". Znaczy mam: robić tylko jeden z tych sposobów. Bo wiedza z jednej lekcji kompletnie nie ma przełożenia na wiedzę z 4 tygodni. Ta pierwsza sprawdza właściwie czy uczeń na bieżąco przyswaja wiedzę, a to drugie sprawdza czy uczeń zapamiętuje ją w dłuższej perspektywie i większym obszarze. Nie ma sensu nagradzać oceną (która ma ponoć wartość też motywującą) - przykro mi, ale już motywować nie będziemy ocenami - bo ciężko zachować tu równorzędność.
Dalej jest fragment, który przez lata uważałem za oczywisty: że liczy się tylko poprawiona ocena - bo ona oddaje aktualną wiedzę. Tyle tylko, że np. podejście do poprawy oceny dostatecznej i otrzymanie oceny niedostatecznej oznacza, że aktualna wiedza jest niższa niż była i teraz uczeń powinien mieć 1. Czy to nie spowoduje, że uczniowi nie opłacać się będzie poprawiać czegoś innego niż 1?Na koniec trafiam na najlepszy fragment: "Wszyscy uczniowie powinni mieć równy dostęp do procedury podwyższania przewidywanych rocznych ocen klasyfikacyjnych". Szkoła nie ma prawa ograniczać procedur i każdy uczeń może sobie podwyższać ocenę. Bez ograniczeń.

Potem padają oczywistości: brak oceny za brak zadania, bo to nie sprawdza wiedzy.
Wymagania na celującą nie mogą wykraczać poza podstawę programową.
I ostatnie (też kontrowersyjne) Uczeń nie może ponosić konsekwencji za błędy i niezgodności z prawem statutu. To nic, że statut szkolny jest prawem, które działa nawet jak ma błędy. Uczeń nie może ponosić konsekwencji. Jakoś normalnie działa to tak, że nawet jak prawo jest złe - to jest prawo i należy je przestrzegać, do czasu jak się go nie zmieni. Ale robimy wyjątek. Tylko dla jednej grupy i tylko w przypadku konsekwencji. Oczywiście nie ma słowa, że nauczyciel też. Ale do tego już przywykliśmy.


No i teraz moje odczucia:

(od redakcji: również z naszego doświadczenia!!!)

  • Ponoć szkoła ma kształcić i wychowywać. Wygląda na to, że teraz już tylko kształcić. I to tylko tak, by uczeń miał same celujące.

  • Jak oceniać? Robić jeden sprawdzian w semestrze, by była jedna ocena - nie trzeba będzie bać się wag, a i też nie trzeba myśleć jak wyrównać wszystkie oceny pod względem ich ważności. W końcu jak wszystkie są tak samo ważne to średnie ważone są takie same. Ale czy w takim razie nie wyjdzie średnia arytmetyczna?

  • Nie chodzisz do szkoły i nie piszesz sprawdzianów? Zrób to w wygodnym dla ciebie momencie. Obowiązkowość, odpowiedzialność, równe traktowanie? Nie. Dostajesz 1 to wnosisz o podwyższenie oceny i jednym egzaminem możesz podwyższyć sobie ocenę. Nie musisz nic robić cały rok. Będzie duży sprawdzian i tyle. Choćbyś cały rok dostawał same jedynki, choćbyś zawsze nic nie robił na zajęciach. Masz prawo dostać wyższą ocenę.

  • Obowiązkowo uczeń pisał wszystkie sprawdziany, chodził, męczył się, walczył - ma dwa. Drugi nie robił nic, ma 51% frekwencji - to ja chce egzamin podwyższający moją ocenę.
    No jasne - ten drugi może być "ukarany" funkcją wychowawczą szkoły - oceną zachowania. Ale ona może być naganna i na nic nie ma to wpływu. Uczeń bawi się telefonem, rzuca papierkami - ma 200 uwag. Oj, oj - porozmawiamy z rodzicami i będziesz miał obniżone zachowanie - ale ono i tak nie ma na nic wpływu - więc niczym się nie przejmuj. Możesz nawet nie chodzić do szkoły - mama napiszę usprawiedliwienie, a szkole nic do tego.

  • No i tak to wychowamy nowe pokolenie - nic nie trzeba, wszystko się należy.
  • Naprawdę może zlikwidujemy oceny, zlikwidujmy ocenę zachowania. Niech uczeń może wszystko. Nie chodzić, nie uczyć, byleby miał dobre oceny. Może nawet przyjść wyłącznie w przepasce biodrowej na lekcje - bo co mi tam do jego ubioru.


Funkcja wychowawcza dosięgła bruku.


Zobaczmy jak to wszystko rypnie o podłogę. I nastąpi zagłada w słodkich oparach prestiżu.

 

za: Facebook