Opowiadanie jest jednym z laureatów pierwszego etapu 
VII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im Bolesława Prusa 
na opowiadanie młodzieży (2023/24).
organizator konkursu: Fundacja Kultury WOBEC
patronaty medialne:
https://miesiecznik-wobec.pl/ 
http://miesiecznik.e-kreatywni.eu/ 

==>ZOBACZ INNE opowiadania laureatów 1 etapu konkursu,
(wszystkie opowiadania opublikowane są również w Miesięczniku WOBEC

 

Zyta / Julia Wołowiec

Zyta / Julia Wołowiec

Imiona można podzielić na kilka grup. Istnieją takie, które nawet w podstawowej formie brzmią jak dziecięce, na przykład Agnieszka. Agnieszki nie musimy zdrabniać. Nie trzeba z niej robić żadnej Aguś czy Agniesi, bo już pierwotna wersja imienia wydaje się idealna dla dziewczynki. 

Są również imiona, które w oryginale brzmią dość poważnie, chociażby Gabriela. Kiedy jednak odpowiednio się je zmodyfikuje (Gabrysia, Gabi) nadają się również dla dziecka.

Można też wyróżnić trzecią grupę imion. To te, które noszą jedynie dorośli. Te, których zwyczajnie nie można usłyszeć w przedszkolu czy szkole. Takim imieniem jest Zyta. Po prostu nie ma małych Zyt. Zyty nie mają dzieciństwa. Zdają się przychodzić na świat jako trzydziestoparolatki i tyle. Nie istnieją Zytki albo Zytusie, bo jak to w ogóle brzmi? Kto tak mówi? Są jedynie duże, dystyngowane i chłodne Zyty.

          Zyta urodziła się zimą. Wtedy po raz pierwszy i przez bardzo długo jedyny w swoim życiu, płakała. Przyszła na świat w mroźny grudniowy dzień, podobnie jak wszystkie kobiety z jej rodziny.

Została siostrą w wieku pięciu, a potem ośmiu lat. Od początku ze wszystkich sił pomagała swojej mamie, która z dnia na dzień coraz bardziej się zmieniała… Katarzyna i Anna, siostry Zyty, sporo płakały. Po pierwsze pewnie dlatego, że przyszły na świat wiosną, a po drugie dlatego, że dostały dziecięce imiona. Może nie te typowo dziecięce, ale takie, które po zdrobnieniu pachną infantylnością. Były w końcu Kasią i Anią. Zachowanie dziewczynek doprowadzało matkę do szału, bo przyzwyczajona do spokojnej natury najstarszej córki nie potrafiła poradzić sobie z nową rzeczywistością.

          Zyta tylko raz chciała zwierzyć się mamie. Przyszła do niej w szóstej klasie podstawówki, gdy kolega zabazgrał jej pracę domową, przez co dostała złą ocenę.

–  Ma… –  zaczęła. 

–  Jeszcze czego! – Elwira (matka) wyrzuciła ręce w powietrze – Nie widzisz, że i tak jest mi ciężko? Mam na głowie cały dom, a ty przychodzisz tu, żeby gadać o swoich głupotach?!

Zyta więcej nie przyszła do mamy, żeby gadać o swoich głupotach. w ogóle przestała przychodzić do kogokolwiek, żeby gadać o swoich głupotach. Jedynie raz, po bardzo wielu latach odważyła się to zrobić, by zaraz potem zrozumieć, że popełniła błąd… Trzeba było słuchać matki… Jaka by ona nie była, trzeba było jej słuchać…

          Gdy Elwira rozmawiała przez telefon z koleżankami, opowiadała im, że Kasia i Ania są rozhisteryzowane. Zyta tak nie uważała. Owszem, dość często płakały, ale przecież były jeszcze dziećmi.

          Matka dziewczynek nie radziła sobie z ich wychowaniem. Kiedy Zyta miała szesnaście lat, a jej siostry jedenaście i osiem, Elwira zaczęła coraz częściej sięgać po alkohol. Początkowo Zytę cieszyło nawet, że wino pozwala jej mamie się odprężyć. Po dwóch kieliszkach stawała się wyjątkowo miła i chętnie rozmawiała z córkami. z pozoru niegroźna czynność stała się jednak wkrótce uzależnieniem. Lampka wina szybko zmieniła się w butelkę, zaś dwunastoprocentowy napój zastąpiła czterdziestoprocentowa wódka.

Zyta była przerażona. Od najmłodszych lat pomagała Elwirze w opiece nad jej córkami, ale przecież nie była ich matką, nie mogła ich wychować. Chciała prosić o pomoc, jednak nie miała kogo. Babka Honorata od dawna nie żyła, a ojciec Zyty odszedł od jej matki tuż po narodzinach najmłodszej córki. Dziadkowie od jego strony także zerwali kontakt z synową i wnuczkami.

          Zyta nie miała przyjaciół, bo i po co? Przecież i tak nie mogłaby z nimi nigdzie wychodzić czy rozmawiać. Nie daj Boże, wyjawiłaby im jeszcze niechcący prawdę o tym, co się u nich dzieje…

Tuż po szkole wracała, żeby gotować, pomagać siostrom w lekcjach i sprzątać mieszkanie. a było co sprzątać, bo pijana Elwira potrafiła pod nieobecność córek wywrócić dom do góry nogami.

Zyta zaczęła udzielać korepetycji przez Internet, ponieważ coraz trudniej żyło się z alimentów. Nie było żadnego spadku po babce Honoracie, bo ta, choć całe życie była niewierząca, przed śmiercią przepisała swój majątek kościołowi. Chyba głównie po to, by rozzłościć córkę. 

Pewnie gdyby nie uzależnienie matki sytuacja materialna rodziny byłaby choć nieco lepsza, ale gdy połowę pieniędzy Elwira wydawała na alkohol, ciężko było utrzymać cztery osoby…

          Najbardziej Zyta nie lubiła wywiadówek. Zawsze denerwowała się, że nie zdoła powstrzymać matki przed piciem, ale jakimś cudem Elwira nigdy nie pojawiła się w szkole żadnej z córek pod wpływem alkoholu. „Jakimś cudem”, czyli dzięki temu, że Zyta skrupulatnie pilnowała terminów spotkań i w ich dniu zawsze chowała cały alkohol na dnie kosza z praniem. Wiedziała, że tam matka nie będzie szukać, bo od dawna nie wykonywała żadnych prac domowych.

          Zyta nie płakała. Nie uroniła nawet jednej łzy, kiedy jako dziecko złamała nogę. Nie płakała, gdy w ostatniej klasie liceum zakochała się i została odrzucona, ani kiedy nie uzyskała tytułu laureata w olimpiadzie humanistycznej. „Nie wolno płakać” powtarzała do swojego lustrzanego odbicia i to samo mówiła siostrom. Miała świadomość, jak okrutne są słowa, które wypowiada, ale nikt nie nauczył jej innych. w trudnych chwilach potrafiła więc szeptać tylko te.

          Gdy Zyta kończyła szkołę, Kasia miała czternaście, a Ania jedenaście lat. Dziewczynki dobrze się uczyły i pomimo trudnej sytuacji w domu były radosne. Kasia, chcąc choć minimalnie odciążyć starszą siostrę, zaczęła wyprowadzać psy na spacer i myć samochody sąsiadów. Ania, zapatrzona w Zytę i Kasię, też pragnęła podjąć jakąś pracę, ale dziewczyny zgodnie twierdziły, że jest za mała. Próbowała więc swoich sił w sprzątaniu i gotowaniu, by przynajmniej tym jej siostry nie musiały się przejmować. Matka natomiast wegetowała.

          w ostatniej klasie liceum Zyta zbliżyła się ze swoim historykiem. Powtarzał, że widzi w niej potencjał, i to właśnie za jego sprawą dziewczyna zapragnęła studiować historię. Często zostawała po lekcjach, bo przynosił dla niej dodatkowe materiały, a podczas zajęć była najczęściej wybieraną od odpowiedzi osobą. Jako jedyna miała piątkę. Ale nie dlatego, że była ulubienicą historyka. Albo nie tylko dlatego. Zyta miała ogromną wiedzę. Każdą wolną chwilę poświęcała bowiem na naukę, a podręcznik znała praktycznie na pamięć.

Czasami chciała prosić profesora Żbika o pomoc. w końcu był jedynym człowiekiem, któremu ufała. Bała się jednak sparzyć. Bała się znowu zacząć „gadać komuś o swoich głupotach”. i choć kilkukrotnie otwierała już usta, by wyznać, że sobie nie radzi, każdorazowo rezygnowała… Wiedziała natomiast, że jeśli kiedykolwiek powie komuś o tym, co dzieje się za drzwiami jej domu, to właśnie profesorowi Żbikowi.

          Zyta została na studia w rodzinnym mieście. Na uniwersytet dostała się bez problemu, z takimi wynikami mogłaby z resztą uczyć się na każdej uczelni w kraju, ale wiedziała, że nie może wyjechać. Przynajmniej nie przez najbliższych osiem lat, czyli do momentu, gdy obie jej siostry nie skończą szkoły.

          Dziewczynki często marzą, by być mamusiami. Zyta nie pamiętała, żeby kiedykolwiek tego pragnęła. Właściwie nie przepadała za zabawą lalkami, którą na ogół tak uwielbiają dzieci. Została jednak „mamą” dla swoich sióstr, bo nie miała innego wyjścia. Wiedziała natomiast, że jej siostry, a zarazem „córki”, są najlepszymi, jakie mogła otrzymać od losu.

Kasia i Ania zdawały sobie sprawę z trudnego położenia rodziny. Zyta była z nich bardzo dumna, bo nie mówiły nikomu o tym, co dzieje się za drzwiami ich mieszkania. Nikomu nie zdradziły, że matka połowę alimentów wydaje na alkohol, ani że dzień w dzień wymiotuje na podłogę w salonie.

          Wakacje przed rozpoczęciem studiów Zyta poświęciła na poszukiwanie specjalisty, który pomógłby matce. Właściwie nie, nie chodziło o chęć pomocy Elwirze. Zyta pragnęła, żeby ktoś w końcu pomógł jej oraz siostrom. Bo matka i tak już od dawna była niemożliwym do uratowania wrakiem.

Terapie dla alkoholików okazały się jednak o wiele bardziej kosztowne niż Zyta przypuszczała. Wprawdzie fakt, że Kasia dorzucała się do domowego budżetu sprawiał, iż dziewczynom było łatwiej (z pozoru błahe zajęcia młodszej siostry Zyty okazały się zaskakująco intratne), ale przecież nadal im się nie przelewało. Zyta zrezygnowała więc z pomysłu wysłania matki na terapię.

          Dla Kasi i Ani rok szkolny rozpoczął się pierwszego września, ale Zyta (jako studentka) miała przed sobą jeszcze miesiąc wakacji. Może nie tyle co wakacji, bo pracowała nawet więcej niż wcześniej, ale przynajmniej nie musiała chodzić na zajęcia. Czasami myślała, że jej siostrom byłoby pewnie przyjemnie, gdyby ktoś choć raz odebrał je ze szkoły, ale prędko uświadamiała sobie, że za t