Jak co roku recenzuję subiektywnie Soundela.
Tym razem musiałem dłużej odczekać, bo wróciłem kompletnie umęczon i niemalże pogrzeban. Ta ilość ludzi, wydarzeń, emocji, spotkań, rozmów i wspólnego grania była nawet dla mnie zbyt intensywna, choć przecież wytrzymuję naprawdę wiele. Organizacyjna strona tegorocznej edycji pochłonęła mnie tak bardzo, że prawie nie uczestniczyłem w samych zajęciach. Jednak teraz, po ponad tygodniu odpoczynku i obserwowaniu Waszych opinii, mogę śmiało powiedzieć – było warto!
Przyjechało ponad 200 osób, w większości tych, którzy regularnie wracają, współtworząc wyjątkową społeczność Soundeli, przyciągającą ludzi z całej Polski. Spotkałem wiele dawno niewidzianych twarzy, których obecność bardzo mnie ucieszyła – zwłaszcza tych, którzy w końcu dali się przekonać i przyjechali. Starałem się z każdym zamienić choć kilka słów, ale okazało się to misją niewykonalną.
Kilkukrotnie, obserwując to, co się dzieje – tę wszechobecną życzliwość, pozytywną energię, wzajemny szacunek i po prostu radość, a także słuchając, jak znakomicie wszyscy grają na jam session (co wcześniej nie zawsze było regułą) – stwierdziłem, że „stworzyliśmy potwora”.
Tak, stworzyliśmy prawdziwe muzyczne monstrum – wspaniałe i wyjątkowe święto muzyki, które przerosło wszelkie oczekiwania i marzenia, jakie towarzyszyły początkom Soundeli. Czegoś takiego nie da się łatwo zatrzymać.
Lubawa ma niezwykłą, twórczą moc. To właśnie tu mają miejsce spotkania, które owocują wyjątkowymi wydarzeniami. Tutaj – o czym wspomniałem ze sceny pierwszego dnia – w 1539 roku biskup Giese zorganizował spotkanie z Kopernikiem, podczas którego przekonał go do wydania „De revolutionibus”.
Dzięki Soundeli zwyczajny mail wysłany dwa lata temu do Wielkiej Brytanii sprawił, że miałem okazję poznać, porozmawiać przez długie godziny i wypić zimnego pilsa z jednym z najlepszych gitarzystów na świecie, legendarnym Guthriem Govanem. A jeszcze większą satysfakcją było przeczytać później od niego, że „I had a splendid time”. Wszyscy mieliśmy splendid time. Dla takich właśnie chwil naprawdę warto znosić cały organizacyjny stres, zmęczenie i przeciążenie emocjonalne.
A czy będzie dziesiąta edycja? Wspierajcie Lubawską Grupę Muzyków, pokażcie, że ten ogrom pracy ma dla Was znaczenie i – gdyby ewentualnie doszło do kolejnej edycji – koniecznie przyjedźcie!
A ja raz jeszcze dziękuję tym, którzy mnie w to wciągnęli i wspólnie „wloką ten ból przez Lubawę” Sylwia Lewicka, Sławek Kasprzycki, Darek Licznerski, Mariusz Edwin Curzydło, Michał L-sk,i Jacek Królik.
Poniżej fragmenty fotoreportaży z oficjalnego profilu warsztatów:

