Skrajnie niedopisana / Kasia Dominik

Skrajnie niedopisana / Kasia Dominik

Był taki poranek, kiedy lustro się nie kłóciło. Po prostu czekało. A ja, zmęczona powtarzaniem starych przeprosin, postanowiłam nie występować. Złożyłam kostium akceptacji, ciężki płaszcz uszyty z zapożyczonych głosów. Rozluźniłam pięści z uraz, które wypolerowałam jak trofea. Uwolniłam głód, aby być widzianą bez bycia znaną. To, co pozwoliłam spaść na podłogę, nie było moim ciałem, ale kruchą zbroją wokół ducha— dumą, która krzyczała, strachem, który szeptał, nawykami, które trzymały mnie małą i pewną.
W nastanej ciszy coś stabilniejszego odetchnęło prawdziwiej. Odzyskałam imię z rąk wątpliwości. Czas z zegarów porównań. Delikatny ogień, niegdyś stłumiony, aby ogrzać innych. Teraz odmienny mechanizm mnie nakręca. Nie gorączkowy, ani błagający. Zakorzeniony.
Wstaję bez spektaklu. Mówię bez jąkania. Idę jak ktoś, kto przebaczył swoim dawnym cieniom za to, że nie znały słońca. Ta wersja mnie nie jest bez skazy, ale za to jest obudzona.
Nie stwardniała, ale cała. A każdy krok do przodu jest mniej ucieczką, a raczej bardziej powrotem do siebie, tą, którą miałam się stać zanim strach napisał swoje poprawki. Dzisiaj zaczynam na nowo. Może nie od początku, ale jednak…

za: https://www.facebook.com/groups/cafepoesis/posts/1037087265982746/


.