Budzi mnie noc, tuż przed odejściem. Leżę nieruchomo i szukam świtu. Boję się, że mogę za chwilę nie wstać. Pokój jest ten sam, ściany stoją na swoich miejscach, zegar odmierza czas z obojętną dokładnością. Jednak wszystko spowija dym niepewności. Nie widzę poranka i nie wiem, czy będzie mi dany. Ta myśl siada na piersi, zaciska palce na gardle, liczy uderzenia serca, czeka na pomyłkę.
Chciałabym powiedzieć, że boję się przyszłości, zmian, samotności, czasu. Ale prawda jest bliżej. Boję się świtu, który może nadejść beze mnie, i zamkniętych powiek, że staną się tylko snem.
I wtedy rozsądek gaśnie. Wszystkie mądre słowa rozdmuchuje wiatr. Nie pomaga logika. Lęk mieszka pod skórą i żyje moim rytmem. Dym nie zostawia śladów na dłoniach. Zasłania świat od środka. Jednak… o trzeciej nad ranem, otwierając oczy, uczestniczę w małym cudzie i błogosławię to, że dym nie wygrał tej nocy.
za: https://www.facebook.com/groups/cafepoesis/posts/1069165576108248/
za: https://www.facebook.com/groups/cafepoesis/posts/1069165576108248
Utwór został zaliczonyw grupie literackiej CAFE POETICA do Wierszy Dnia za 26 września 2026 r.
.