Czego uczy nas deszcz, kiedy przestajemy przed nim uciekać? / Kasia Dominik

Czego uczy nas deszcz, kiedy przestajemy przed nim uciekać? / Kasia Dominik

Deszcz przez całe życie uczono nas omijać. Parasole, kaptury, szybkie przemieszczanie się między przystankiem a drzwiami. Wmawiano, że kropla deszczu jest „drobnym” niebezpieczeństwem, czymś, co należy przeczekać, przecisnąć się obok, wymazać z harmonogramu dnia. A jednak wystarczy jeden moment zatrzymania, jedno świadome „nie uciekam”, aby odkryć, że deszcz nie jest przeszkodą, ale lekcją zaskakująco prawdziwą.
Bo deszcz uczy przede wszystkim zgody. Nie tej biernej, rezygnacyjnej, ale głębokiej akceptacji tego, co przychodzi bez wcześniejszego anonsowania. Krople spadają niezależnie od planów, humorów i kalendarzy. I nagle okazuje się, że nie wszystko musi być pod kontrolą, żeby miało sens. Stojąc w deszczu, uczymy się, że życie nie dostosowuje się do naszych potrzeb, ale za to daje coś w zamian.
Uczy też obecności. Gdy przestajemy się spieszyć, zaczynamy słyszeć więcej: rytm kropel na parapecie, delikatny szum na liściach, oddech świata, który nagle zwalnia razem z nami. Deszcz odbiera nam iluzję, że jesteśmy centrum wszystkiego i jednocześnie pozwala poczuć, że jesteśmy częścią czegoś większego. W tym zanurzeniu jest coś kojącego, pierwotnego.
Jest w nim również oczyszczenie. Nie tylko to dosłowne z kurzu, prozy codzienności, ale też wewnętrzne. Deszcz rozmywa napięcia, wygładza ostre krawędzie myśli, daje przyzwolenie, aby na chwilę odpuścić. Nie bez powodu mówi się, że płacz i deszcz są do siebie podobne – oba są sposobem, w jaki świat (i my sami) radzimy sobie z nadmiarem.
Ale może najważniejsze jest to, że deszcz uczy odwagi bycia niedoskonałym. Mokre włosy, przemoczone buty, rozmazany makijaż, wszystko to, co zwykle staramy się kontrolować, traci znaczenie. Zostaje człowiek, prawdziwy, trochę bezbronny, ale też wolny od potrzeby bycia „idealnym”. I w tej wolności jest coś wyzwalającego.
Kiedy więc przestajemy uciekać przed deszczem, zaczynamy rozumieć, że niewygoda nie jest wrogiem. Jest bardziej zaproszeniem do zatrzymania się, do poczucia, do bycia tu i teraz. Deszcz nie chce nas przemoczyć na złość. On po prostu przypomina, że życie to nie tylko suche, zaplanowane ścieżki, ale też chwile, które mają sens właśnie dlatego, że nie da się ich przewidzieć.
Może właśnie wtedy, stojąc wśród spadających kropel, po raz pierwszy naprawdę słyszymy siebie.

za: https://www.facebook.com/kasia.dominik.14/