(publikacja za zgodą autorki ze źródła: FACEBOOK )
W pewnym ogrodzie mieszkał motyl, który miał wszystko, czego potrzebował do szczęścia.
Słońce, kwiaty, wiatr i własne skrzydła.
Brakowało mu tylko kogoś, komu mógłby od czasu do czasu powiedzieć:
— Popatrz.
Nie szukał towarzysza na każdą godzinę. Lubił samotne wyprawy, niespodziewane deszcze i poranki, podczas których nikt niczego od niego nie chciał.
Ale czasem marzył o drugim motylu.
Nie identycznym. Podobnym w tej jednej, trudnej do wyjaśnienia sprawie — żeby obaj potrafili zachwycić się tym samym kawałkiem świata.
Na łące panował jednak osobliwy zwyczaj.
Motyle przedstawiały się, prezentując jedynie swoje najpiękniejsze skrzydła. Mało który chciał naprawdę latać.
Jeden zapewniał, że potrafi latać wyżej niż wszystkie inne.
Drugi opowiadał o niezwykłych podróżach, choć nigdy nie opuszczał własnego krzewu.
Trzeci obiecywał wspólną wiosnę, ale znikał przy pierwszym podmuchu wiatru.
Był też taki, który regularnie przysiadał na gałęzi motyla, po czym przez wiele tygodni udawał liść.
Motyl przyglądał się temu z rosnącym zdumieniem.
— Czy wszyscy tutaj szukają kogoś do latania? — zapytał kiedyś starego chrabąszcza.
— Oczywiście! — odparł chrabąszcz. — Tylko większość woli nie odrywać się od ziemi.
Motyl próbował jeszcze przez jakiś czas.
Poznawał nowe skrzydła, słuchał opowieści, odwiedzał odległe rabaty.
A potem wracał do swojego ogrodu.
Nie czuł się samotny. Mieszkał w pięknym ogrodzie, a jeszcze piękniejszy pielęgnował w sobie. Czasem tylko miał ochotę uchylić do niego furtkę i pokazać komuś, co w nim kwitnie.
I gdy wieczorne światło kładło się na płatkach róż, zostawiał obok siebie trochę wolnego miejsca.
Pewnego dnia spotkał niezwykłego motyla.
On nie opowiadał o swoich skrzydłach. Nie obiecywał podróży. Nie udawał kogoś innego. Nie próbował zatrzymać go na ulubionym kwiecie.
Zapytał tylko:
— Dokąd dziś lecisz?
— Nie wiem. A ty?
— Ja również nie wiem.
— To może polecimy kawałek razem?
— Chętnie. Ale później chciałbym pobyć sam.
— Ja też.
Spojrzeli na siebie z zaciekawieniem.
Było to tak nieprawdopodobne spotkanie, że przez chwilę żaden nie poruszył skrzydłami.
Wreszcie pierwszy motyl zapytał:
— A gdybym jutro chciał cię zobaczyć?
— To przyleć.
— A jeśli nie będziesz miał ochoty?
— Powiem ci.
Motyl aż przysiadł z wrażenia.
— Naprawdę?
— Naprawdę.
Zapadła cisza.
— Dziwny jesteś — powiedział pierwszy.
— Wiem. Podobno dlatego tak trudno mi kogoś znaleźć.
— Mi też.
I obaj wybuchnęli śmiechem.
A potem odlecieli.
Każdy w swoją stronę.
Następnego ranka na ulubionej gałęzi pierwszego motyla leżała maleńka karteczka:
„Wczoraj zapomniałem zapytać, czy lubisz deszcz. Właśnie zaczyna padać. Jestem pod magnolią.”
Motyl przeczytał wiadomość dwa razy.
Potem spojrzał na niebo.
I po raz pierwszy w życiu ucieszył się, że zapowiadają trzy dni niepogody.
© Bajki przy kawie,2026, Wszelkie prawa zastrzeżone.