numer 36 jest obecnie redagowany i zostanie zamknięty w dniu 1 lutego 2020 r.
  >>> w układzie chronologicznym
  >>> w układzie alfabetycznym 
  >>> popularność

  >>> zobacz wcześniejsze numery

Nocny wędrowiec / Natalia Grudzień

 

       Ostatniego dnia na ziemi nałożył na twarz maskę, która miała zakryć jego prawdziwe oblicze. Nie chciał pokazywać emocji, które emanowały w jego czekoladowych oczach.  Wyszedł z domu późną nocą, tak aby nikogo nie zbudzić, a przede wszystkim nie martwić swoim wyjściem. Odchodził nazbyt często, nie chcąc już wracać... Przechadzał się zazwyczaj mrocznym lasem, gdzie czyhało na niego wiele niebezpieczeństw. On jednak był spokojny, choć w głębi duszy strach zdawał się być trzykrotnie większy od niego. Każdy z nas odczuwa lęk, jednak tylko niektórzy umieją stawić mu czoła. Planował wtopić się w srebrny pył gwiazd. Sądził, że tam po drugiej stronie znajdzie w końcu jakieś ukojenie.

       Melek, bo tak mu na imię, był nocnym wędrowcem; kimś, kto odchodzi raz na jakiś czas i powraca niosąc ze sobą nowe doświadczenia. Najbardziej podobał mu się urok lśniących gwiazd na szafirowym niebie u boku srebrzystej pełni księżyca. Odnajdywał w nich harmonię ducha i wewnętrzny spokój. Za każdym razem próbował dostrzec coś więcej pośród milionów małych punktów, które razem tworzą swoje miejsce we wszechświecie.

Noc była mu bardzo bliska, tak jakby uosabiała jego wnętrze, otwierając przy tym drogę do jego serca. Czuł wtedy jeszcze mocniej niż dotychczas ten świat i szedł, szukając miłości w swoim życiu.

Był samotny i to bolało go najbardziej podczas wszystkich wędrówek. Może dlatego zdecydował się pójść na swoją ostatnią nocną wędrówkę. Wszystkie znaki dookoła niego dawały mu znać, żeby się zatrzymał. Gałęzie powoli poruszające się wraz  podmuchem wiatru, tworzyły upiorne cienie. Miały go one przestraszyć, tak aby nie szedł dalej w głąb lasu. To jednak w ogóle nim nie wstrząsnęło. Nawet noc, która zdawała się być jeszcze piękniejsza niż dotychczas, chciała go zatrzymać swoim wdziękiem. On jednak był uparty i szedł dalej.

       Przysłuchiwał się delikatnemu podmuchowi wiatru, który zapisywał nuty gdzieś pomiędzy gałęziami drzew.  Wiedział, że tuż o poranku odnajdą je słowiki i swoim śpiewem odczytają cały zapis na pięciolinii. Muzyka Melka przypominała gorzką łzę szczęścia, napełniona nostalgią i subtelnością. Najbardziej pasował do niej dźwięk pianina, który dogłębnie uspokajał, a innym razem poprzez swoją dynamikę i ekspresję, wchodził do najczulszych miejsc jego duszy. Szedł właśnie w rytmie tak melancholijnych dźwięków, a z oczu powoli spływały mu krystaliczne krople deszczu.

       Przepełniały go emocje, które tak naprawdę czyniły go człowiekiem. Patrzył wzrokiem artysty. Obserwował swoje życie jak najbardziej skrupulatnie i odczuwał jego ciężar. Melek był człowiekiem, choć zdawało się, że przypomina jakąś bajkową postać. Mnie urzekł jego świat przepełniony słowem i muzyką, którą komponował. Najmniejsze rzeczy wzruszały go do głębi, jednak ludzie tego nie akceptowali. On uciekał na myśl o tym, odchodził raz na jakiś czas, aby swoją wędrówką nie zatracić człowieczeństwa. Chciał czuć i doświadczać świat, obserwować go i przeżywać najpiękniejsze chwile. Zakładał wtedy maskę, tak aby nikt go nie poznał i szedł wieczorami po nieznanych mu dotąd ścieżkach.

        Dziś dotarł do lazurowego jeziora, w którym zauważył srebrzysty księżyc odbity w wodzie. Tak bardzo chciał się w niego wtopić i odpłynąć...  Zdjął swoją maskę i po raz pierwszy od bardzo dawna uronił łzę. Ta spływała bardzo powoli po policzku, chcąc zatrzymać czas przy sobie, inne płynęły już znacznie szybciej. Pragnął stać się jednością z przyrodą, tak aby każdy, kto ogląda gwiazdy, mógł go zobaczyć. On po raz ostatni spojrzał się na nie i wgłębił się w toń bez granic. Złapał ostatni oddech i odszedł, nie wiedząc, że świat przygotował dla niego jeszcze wiele niespodzianek, nie mając pojęcia, że świat jest studnią miłości, którą każdy z nas musi odnaleźć...

Free Joomla! templates by AgeThemes | Documentation