obecnie numer 30 jest REDAGOWANY, jego redakcja zostanie zamknięta w dniu 5 sierpnia 2019 r.
  >>> w układzie tematycznym
  >>> w układzie chronologicznym
  >>> w układzie alfabetycznym 
  >>> popularność

  >>> zobacz wcześniejsze numery

Ważne dzieci / Paweł Lęcki

Nasze dziecko bardzo chce być w waszej szkole. A ile ma punktów? A ile ma punktów? A ile ma punktów? A ile ma punktów? A ile ma punktów? W zasadzie mógłbym zrobić sobie taką tabliczkę jako przewodniczący komisji rekrutacyjnej. I po prostu ją pokazywać. Ale to nie będzie do końca o tym historia. To będzie krótka opowieść o Marku, Kasi, Stefanie, Asi i Michale. Imiona zmyśliłem, ale już nie historie. Choć je wymieszałem. Bo chodzi o ludzi, a nie o opowieści.

Dość istotne jest to, że w mojej szkole są dość wysokie progi, choć budynek mamy niski i raczej nieduży. A wszyscy ci uczniowie są bardzo mocno poniżej naszych progów w rekrutacji.

Marek jest aktorem, nawet dość znanym, występuje w telewizji, widać go na ekranie lub scenie. Ale zawalił matematykę na egzaminie. Tak totalnie. Ma też rodziców. Bardzo zaangażowanych. Mówią dużo, a my pozwalamy im mówić, bo jak mówią, wszędzie tylko pytają o punkty. My też pytamy. Ale trochę dowiadujemy się więcej. I zgadzamy się z ich tokiem myślenia. W polskiej edukacji w czasie rekrutacji nie ma miejsca na człowieka. I nie jest to akurat winą tego rządu. Tak było od dłuższego czasu. Winą tego rządu jest to, że stworzył reformę, która spowodowała zwiększenie ilości takich sytuacji. I nie pomyślał, jak zrobić, żeby np. można było poprawiać egzaminy po szkole podstawowej, skoro tak bardzo chciał do niej wrócić. Bo maturę można przez pięć lat. To czemu nie można było poprawiać egzaminów po gimnazjum a teraz nie można po szkole podstawowej. Przecież już wiemy, że nawet dyspozycja danego dnia lub data urodzenia może decydować o wyniku. To czemu nie dać szansy, skoro to decyduje jednak dość mocno o życiu.

I na nic są rady jednej z kurator oświaty, że marzenia nie zawsze się spełniają. Jednak jakoś maturzyści mogą próbować spełnić marzenia przez pięć lat. Zresztą chyba rolą jakiegokolwiek rządu jest dbanie o marzenia młodych ludzi. Chyba w ogóle wszystkich.

Ale też pojawia się inna kwestia. Marek jest uzdolnionym aktorem, a ktoś inny ma uzdolnienia matematyczne. Czy cokolwiek z tego jest ważniejsze? Skoro wszyscy jesteśmy ważni? A jeśli jednak lepiej jest umieć matematykę, to czemu jednak więcej czasu poświęcamy na zachwyt nad aktorami niż matematykami? Jak ocenić ilość wzruszeń scenicznych od osiągnięć matematyki? Ja nie znam odpowiedzi na takie pytania. Ale się zastanawiam, czy ktoś nam nie znika. Tak ogólnie. Bo nie umie akurat matematyki. Być może dlatego, że akurat realizował swoją pasję. Niektórzy potrafią to połączyć. Inni nie. Czy ci, którzy potrafią są lepsi? I czy w ogóle ktoś jest lepszy od innych? Wbrew pozorom to wcale nie są oczywiste pytania. A mimo to w edukacji powinniśmy szukać na nie odpowiedzi. Również w czasie rekrutacji.

Kasia za to nie ma ojca, ulotnił się całkiem niedawno. Bardzo przeżywa, że nie dostała się do naszej szkoły. Ale przecież inni też przeżywają. Nie każdy tak samo. A jak mam ocenić skalę przeżywania? Z ojcami to w ogóle jest różnie, bo widziałem przez lata wspaniałych lub ich po prostu nie widziałem. Matki też są różne. Poznałem wyjątkowe. Poznałem normalne. I piszę to specjalnie, bo nie wiem, jak odróżnić jedne od drugich. A taki padł argument. Że niektórym zależy bardziej. A skąd ja mam to wiedzieć lub moi koledzy z komisji rekrutacyjnej. Mogę tylko słuchać.

Stefanowi umarli dziadkowie, więc miał problemy z nauką, gdyż był bardzo zżyty. Przecież nawet mógłbym to sprawdzić, bo mogę zarządzać dokumentów. Ale w takich rozmowach, przy których i tak wiem, że nie będę mógł pomóc, wierzę na słowo. Na dodatek ma problemy z oczami, czyli coś widzi, ale czasem gorzej. Są nawet kryteria niepełnosprawności, braku jednego rodzica, wielodzietności, które decydują o pierwszeństwie przyjęcia ucznia w przypadku równorzędnych wyników. Ale wszyscy, o których piszę, są równorzędnie nie do przyjęcia. Z powodu punktów.

Asia ma zabiegi lecznicze, gdzieś blisko szkoły, a na dodatek myśli samobójcze, bo się nie dostała. Wtedy nawet trochę się denerwuję, bo nie wiem, co mam z tym zrobić. Przecież wszyscy, którzy się nie dostali, mogą mieć takie. A ja i moi koledzy musimy o tym posłuchać. I żeby było jasne. Tak samo nie możemy nic zrobić. Myślę, że to nawet jest trochę nieuczciwe, bo ja przecież nie jestem maszyną i choć rozumiem, że rodzice powiedzą wszystko, co myślą, że może pomóc, to może czasem nie warto stawiać obcego człowieka w sytuacji, gdy jest zupełnie bezradny, a jednocześnie próbuje się wczuwać w emocje rozczarowanych.

Michał nic nie ma. Wszyscy żyją, nikt mu nie umarł. Nie jest jakoś szczególnie uzdolniony w niczym, a przynajmniej jeszcze nikt tego nie odkrył. Ma pełną rodzinę, całkiem dobre zdrowie. Po prostu się nie dostał, choć bardzo chciał. Można oczywiście rozważać, że źle wybrał preferencje. Ale trudno też oczekiwać, że nastolatek wybierze idealnie. Rodzice być może słusznie nie nalegali, bo znam też sytuacje, kiedy wybory rodziców nie są wyborami uczniów. Ale to oni będą musieli ponieść ich konsekwencje.

Czy Michał jest mniej ważny od tych z problemami? I wyobraźmy sobie, że nawet mogę pomóc, ale tylko jednej z tych rodzin. To którą wybrać? Choć wszyscy tak samo są mocno poniżej progu?

A piękny sukces tych, co się dostali musi być jakoś mniejszy, bo inni się nie dostali?

Tym razem to nie jest opowieść o złym rządzie, ale w ogóle o złym świecie. Bo rekrutacja zawsze wyglądała tak samo, tylko teraz jest dużo więcej problemów. Ale mi chodzi o coś ważniejszego. Rządy raz są takie, za chwilę ich nie ma. A szkoła jest zawsze. Nie mam pomysłu, jak zmieścić wszystkie ważne dzieci w dobrej edukacji. Są takie opinie, że selekcja jest słuszna. Tylko ja nie wiem, jakie powinny być kryteria tej selekcji. I czy w ogóle warto używać takiego słowa.

Skoro już wiemy, że wyniki egzaminów są bardzo losowe, oceny w szkołach wystawiane w każdej inaczej, to może powinniśmy zacząć myśleć, jak odróżnić ludzi od punktów, które zdobywają. Skupić się na realnych zdolnościach. Umieć ich szukać. Może nawet wymyślić coś innego niż w tej pozornie idealnej Finlandii.

Może możemy być naprawdę w czymś wyjątkowi. Bo naprawdę mamy w naszym kraju tak wielu wyjątkowych ludzi. Ważnych. To może warto nauczyć się ich obsługiwać?

Może po prostu potrzebujemy narodowej instrukcji obsługi ważnych ludzi?

Narodowej rozumiem jako różnorodność, szacunek, troskę i wolność. Rozumiesz to inaczej?

Czemu?


Felieton opublikowany na Facebooku: https://www.facebook.com/pawel.lecki79/posts/961740054218061


e

Menu 30

Free Joomla! templates by AgeThemes | Documentation